„Pani… Davis, dziękuję, że zwróciłeś na to moją uwagę — powiedział ostrożnie Reynolds, tonem ściśle profesjonalnym. — Ale musisz zrozumieć, że zeznania naocznych świadków, pochodzących od starszych pacjentów przyjmujących silne leki, są notorycznie mało wiarygodne. A podsłuchiwanie połowy rozmowy telefonicznej…
— Po prostu z nią porozmawiaj, detektywie — przerwałem, a mój głos był twardszy, niż zamierzałem. — Proszę. Po prostu jej posłuchaj.
Wprowadziłem go do pokoju. Byłem przerażony. Spodziewałem się, że Evelyn wpadnie w panikę na widok odznaki. Spodziewałem się, że się wycofa, by chronić rodzinę, że powie, że jest zdezorientowana i wszystko sobie wymyśliła.
Nie zrobiła ani jednego, ani drugiego.
Kiedy detektyw Reynolds przysunął krzesło do jej łóżka, Evelyn wyprostowała się tak bardzo, jak pozwalał jej na to jej kruchy kręgosłup. Powtórzyła absolutnie wszystko, co mi powiedziała, starannie i w idealnej kolejności chronologicznej. Jej głos nie drgnął. Opisała dokładny czas wizyty Tylera. Szczegółowo opisała podsłuchaną rozmowę telefoniczną, cytując jego słowa o deszczu, gwałtownym uderzeniu i panice. Wyjaśniła wzmiankę o zamianie szarego pickupa Forda na…
iend.
Potem, pewną ręką, sama podała jej dziesięciodolarowy banknot.
Detektyw Reynolds przyjrzał się maleńkiemu niebieskiemu atramentowi. Spojrzał na Evelyn, a jego sceptycyzm całkowicie zniknął, zastąpiony ostrym, skupionym spojrzeniem myśliwego, który właśnie znalazł świeży trop. Sfotografował banknot, ostrożnie umieścił go w plastikowej torebce na dowody i wyciągnął długopis.
„Pani Reed” – powiedział łagodnie Reynolds. „Czy zechciałaby pani złożyć formalne, pisemne zeznanie, jeśli zweryfikuję te szczegóły? Rozumie pani, że to może oznaczać poważne zarzuty karne dla pani wnuka?”
Evelyn spojrzała na mnie raz. Długie, milczące spojrzenie, w którym kryły się tysiące niewypowiedzianych przeprosin. Potem odwróciła się do detektyw i powoli skinęła głową. „Tak, detektywie. Zrobię to”.
Szybkość, z jaką śledztwo potoczyło się później, była oszałamiająca.