Tyler natychmiast spojrzał na Melissę.
Melissę uniosła kieliszek z winem. „Och, spokojnie. Są święta. Nie dramatyzuj”.
W pokoju nagle zrobiło się przegrzanie i duszno. Pomyślałam o każdym wydatku, który po cichu pokryłam dla mamy od śmierci taty. O kredycie hipotecznym. O rachunkach za media. O naprawie samochodu Melissy zeszłej wiosny. O czesnym Tylera za letni obóz. O zakupach spożywczych, które Diane zawsze nazywała „tymczasową pomocą, dopóki sytuacja się nie poprawi”.
Spojrzałam prosto na mamę. „Myślisz, że to zabawne?”
Jej uśmiech natychmiast zniknął. „Nie rób sceny”.
Coś we mnie znieruchomiało.
Wyciągnęłam kopertę z torebki i położyłam ją nieotwartą na środku stołu. „Masz rację” – powiedziałam cicho. „Nie zrobię tego”.
Potem wzięłam płaszcz.
Głos mamy stał się ostrzejszy. „Lauren, usiądź”.
Poszłam w stronę drzwi wejściowych.
Za mną Melissa mruknęła: „Znowu to samo”.
Odwróciłam się raz. „Smacznego obiadu”.