Potem znowu Melissa.
Każde połączenie przekierowywałam na pocztę głosową.
Pierwsza wiadomość była od mamy, spokojna, ale napięta. „Lauren, nie bądź śmieszna. Zadzwoń do mnie”.
Druga była wściekła Melissa. „Nie można zrywać kontaktu z ludźmi przez jeden żart”.
Trzeci był Brad. „Myślisz, że płacenie rachunków czyni z ciebie bohatera? To żałosne”.
To mnie prawie rozbawiło.
O północy telefony nie ustawały. W końcu całkowicie wyłączyłam telefon i spałam lepiej niż od lat.
Następnego ranka Rachel przyszła do piekarni przed godzinami otwarcia. To była kuzynka, która poprzedniego wieczoru wpatrywała się w swoją serwetkę. Wyglądała na winną.
„Przepraszam” – powiedziała cicho. „Powinnam była coś powiedzieć