Budowała sobie nowe.
Następnego dnia pomogłam jej się spakować.
Przenieśliśmy meble, uporządkowaliśmy pudła i wszystko przygotowaliśmy. Dzieci biegały między domami, podekscytowane nowym miejscem.
Jej mąż też pomagał – ale na jej warunkach.
Kilka miesięcy później odwiedziłam jej nowe mieszkanie.
Było małe, ale ciepłe. Dzieci miały swój własny kącik. Rośliny stały przy oknie. Czułam się, jakby to był nowy początek.
Wyglądała inaczej – nie przytłoczona, nie zagubiona.
Wciąż zmęczona, owszem.