Spotkaliśmy się w neutralnej sali konferencyjnej. Grant wyglądał na zaniepokojonego, skruszonego – występ idealnie skalibrowany.
„To nie musi być wojna” – powiedział, przesuwając po stole propozycję ugody. Na pierwszy rzut oka była hojna. Ale wymagała ode mnie zrzeczenia się wszelkich przyszłych roszczeń.
„Jestem taka zmęczona, Grant” – powiedziałam cicho, spuszczając wzrok. „Chcę tylko spokoju”.
Odprężył się. Myślał, że wygrał. Podsunął mi długopis Montblanc.
Podpisałam.
Grant nie zauważył drugiego dokumentu pod ugodą – aneksu, całkowicie legalnego, uruchomionego jedynie w wyniku aktywacji chronionego trustu. Podpisując ugodę, Grant potwierdził istnienie trustu i nieświadomie przyznał się do stosowania przymusu finansowego.
Wyszedł uśmiechnięty. Właśnie podpisał własne zeznanie.
Sala konferencyjna na 42. piętrze była przeszkloną salą tronową, w której Grant zawsze rządził. Dziś atmosfera była inna.
Grant stał przy oknie, obserwując ruch uliczny. Rada zwołała nadzwyczajne zebranie. Kiedy się odwrócił, sala była pełna. Doradcy. Prawnicy.
I ja.
Weszłam w prostej, granatowej sukience. Bez zbroi. Tylko jasność. Twarz Granta zbladła.
„Co ona tu robi?” – warknął.
„Jest tu na moje zaproszenie” – powiedział Julian Cross, stając za mną.
„Nie będę jej długo zabierał” – powiedziałam spokojnym głosem. „Nie jestem tu po to, żeby rozmawiać o naszym małżeństwie. Jestem tu po to, żeby wyjaśnić kwestię ryzyka”.
Położyłam dokumenty na stole. „Fundusz Parker Hale zakończył proces aktywacji. Chociaż aktywa pozostają ograniczone, ochrona beneficjentów jest w pełni egzekwowalna. Każdy podmiot uwikłany finansowo w działania uznane za przymusowe podlega ponownej kontroli”.
Grant spojrzał na tablicę. „Ona blefuje”.
„Nie blefuję” – powiedziałam. „Podpisałeś potwierdzenie”.
W zeszłym tygodniu sam się o tym przekonałem”.