“Najzabawniejszy klip.”
Brielle zakryła usta. “Proszę, powiedz mi, że to nie jest drugi rok.”
Madison uśmiechnęła się szeroko. “Nagranie z korytarza.”
Moja dłoń zacisnęła się na szklance.
“Co wysłałaś?”
“Ten z Evangeline?” zapytała Brielle.
“Tak!” powiedziała Madison. “Zapomniałam, jakie to zabawne.”
Ashley poruszyła się na krześle. “Madison…”
“Co?” powiedziała Madison. “Daj spokój. Była praktycznie naszą klasową maskotką do niezręczności.”
Odstawiłam szklankę, zanim ją upuściłam.
“Jaka ona była?” zapytałam.
“Zapomniałam, jakie to zabawne.”
Madison uśmiechnęła się, jakbym wręczyła jej prezent.
“Och, to było tragiczne. Aparat ortodontyczny, kręcone włosy, wiecznie czerwona na twarzy. Ledwo co powiedziałaś, a już wpadała w panikę.
Ashley spuściła wzrok. „Byłyśmy okropne”.
Madison przewróciła oczami. „To było liceum. Wszyscy się z nas naśmiewali”.
„Nie wszyscy poszli do domu z płaczem” – powiedziałam.
Przy stole zapadła cisza.
Madison zmrużyła oczy. „Znałaś ją?”
„Byłyśmy okropne”.
Uśmiechnęłam się, ale bolała mnie klatka piersiowa.
„Lepiej niż ty. Przepraszam. Muszę do łazienki przed występem”.
Skinęły głowami i kontynuowały rozmowę.
***
Dotarłam do toalety, zanim zaczęły mi się trząść ręce.
Zadzwoniłam do mamy znad umywalki.
„Nie wiedzą, że to ja” – wyszeptałam.
„Muszę do łazienki przed występem”.
Mama zamilkła. „No cóż, to znaczy, że tak naprawdę cię nie widziały”.
„Madison przysłała nagranie. Śmiali się z tego.
„Och, Ewo.”
„Chcę odejść.”
„To odejdź.”
Przełknęłam ślinę. „Naprawdę?”
„Nic im nie jesteś winna.”
„Chcę odejść.”
Spojrzałam na siebie w lustrze. Miałam na sobie czerwoną sukienkę, oczy miałam mokre, a usta drżały.
Wtedy mama powiedziała: „Ale ty też nie musisz uciekać”.
Wyciągnęłam kardigan z torby.
Mama go zobaczyła i powiedziała: „Załóż go, jeśli chcesz. Tylko upewnij się, że to wybór, a nie zbroja.”
Trzymałam go przez chwilę.
Potem złożyłam go i zostawiłam na blacie.
Spojrzałam na siebie w lustrze.
„Wracam.”
„Dlaczego?”
„Bo Madison powiedziała moje imię, jakby mnie nie było w pokoju.”
Głos mamy stał się cieplejszy. „To idź i zajmij swoje miejsce w pokoju.”
***
Światła przygasły, gdy wróciłam.
Pokaz slajdów zaczął się od ślubów, dzieci, psów, promocji i uśmiechniętych zdjęć z wakacji. Ludzie klaskali i śmiali się.
„To idź i zajmij swoje miejsce w pokoju.”
Potem pojawił się mój slajd.
UCIEKAJ.
Na ekranie pojawiło się moje zdjęcie z Chicago. Stałam z moim zespołem po rozpoczęciu kampanii, uśmiechając się i obejmując ramieniem młodszą koleżankę z pracy.
Pod spodem widniał napis: Dyrektor ds. Marketingu. Mentor Społeczności. Chicago.
Ludzie klaskali.
Brielle pochyliła się do przodu. „Kto to?”
Potem pojawił się mój slajd.
Ashley wpatrywała się. „Ta kobieta, która siedziała z nami, prawda?”
Madison ledwo podniosła wzrok znad telefonu.
Muzyka ucichła.
Pojawił się niewyraźny obraz z korytarza.
Niebieskie szafki. Brudna podłoga. Jarzeniówki.
Potem na ekranie pojawiła się szesnastoletnia ja, ściskająca książki.
Madison ledwo podniosła wzrok znad telefonu.
Głos nastoletniej Madison rozległ się z głośników.
„Uważajcie wszyscy. Zdjęcie „przed” próbuje chodzić”.
Ktoś się roześmiał na filmie.
Moje książki upadły na podłogę.
Dziewczyna na ekranie uklękła tak szybko, że wyglądało to tak, jakby przepraszała za to, że istnieje.
W sali balowej zapadła cisza.
Madison zaśmiała się raz.
Nikt do niej nie dołączył.
Ktoś się roześmiał na filmie.
Organizator rzucił się w stronę laptopa. „Przepraszam bardzo. Nie zdawałam sobie sprawy…
„Daj spokój” – powiedziałam.
Wszyscy się odwrócili.
Podeszłam do ekranu.