Maska opadła. Gerald zacisnął szczękę. „Wtedy przejdziemy do postępowania sądowego. Sędzia zobaczy, że jesteś nierozsądna. Nie komplikuj tego, Paige. Już wystarczająco zawstydziłaś tę rodzinę swoim zachowaniem przez ostatnie dwa lata”.
„Moim zachowaniem?” Odchyliłem się do tyłu. „Powiedziałeś całej rodzinie, że jestem niezrównoważony psychicznie, bo nie chciałem dać Meredith pięciu tysięcy dolarów”.
„Martwiliśmy się!” warknął Gerald.
Nagle jego telefon zawibrował na stole. Zerknął na niego i zanim zdążył go uciszyć, z głośnika rozległ się piskliwy głos Meredith.
„Tato! Czy ona to podpisała? Właścicielka jest w sklepie z nakazem zamknięcia! Powiedz jej, żeby po prostu podpisała ten cholerny papier!”
Gerald rzucił się do wyciszenia telefonu, a jego twarz pociemniała od siniaków. Cisza, która nastąpiła, była ogłuszająca.
„Zawsze się poddaje, kiedy grasz kartą „silnej”, prawda, tato?” powiedziałem głosem spokojnym jak bicie serca.
„Paige, posłuchaj…”
„Nie, ty posłuchaj.” Otworzyłem teczkę i przesunąłem Nieodwołalny Akt Powierniczy po mahoniowym stole. „To jest poświadczona kopia aktu powierniczego, który dziadek Howard ustanowił siedem lat temu. Dom nad jeziorem nigdy nie był częścią jego majątku. Nigdy nie przeszedł przez postępowanie spadkowe. Należy do powiernictwa, którego jestem jedynym beneficjentem”.
Brwi Brennana powędrowały w górę linii włosów. Chwycił dokument, a jego wzrok skanował strony z coraz większą gorączką. Gerald sięgnął po niego, ale Brennan go powstrzymał.
„Panie Afton” – wyszeptał prawnik, blady jak ściana. „Jeśli to jest ważne… nie ma pan prawa sprzedać tej nieruchomości. Nie ma pan prawa przebywać w tym pokoju”.
Ręce Geralda zaczęły drżeć. „To niemożliwe. To dom mojego ojca!”
„Nie” – poprawiłem go. „To mój dom. I już poleciłem panu Callawayowi wystawienie formalnego nakazu opróżnienia lokalu. Ty, mama i Meredith macie siedemdziesiąt dwie godziny na zabranie swoich rzeczy osobistych z mojej posesji.
Część V: Brzeg Spokoju