Nie rozumiałam.
„Ona jest…?” – zapytałam pielęgniarkę.
„Dr Valeria Morales” – odpowiedziała rzeczowo – „dzisiejszą liderką zespołu”.
„Liderką”. Poczułam, jak świat lekko drży mi pod stopami.
„Ale… ledwo…” Nie dokończyłam zdania. W tym momencie jeden z lekarzy na sali operacyjnej podniósł wzrok… i wskazał na szybę.
Waleria odwróciła się.
Nasze oczy się spotkały.
I chociaż była prawie całkowicie zasłonięta, wiedziałam, że się uśmiecha. Kilka sekund później wyszła.
Zdjęła maskę, wciąż pokazując napięcie w oczach.
„Przyszłaś, mamo”.
Nie wiedziałam, co powiedzieć.
Po prostu na nią spojrzałam.
„Co się stało, córko?” Wzięła mnie za ręce.
Musiała poczuć zapach kawy… bo ścisnęła je jeszcze mocniej.
„Dzisiaj prowadzę swoją pierwszą operację jako chirurg naczelny”.
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
„Ale… mówiłaś właśnie, że tu pracujesz…” Valeria uśmiechnęła się, jak za małego dziecka, kiedy dochowywała tajemnicy.
„Chciałam, żebyś to zobaczył… a nie sobie wyobraził”.
Za nami z głośnika dobiegł głos:
„Zespół gotowy. Doktorze Morales, czekamy na pana”.
Nie puściła moich rąk.
„Mamo… wszystko, czym jestem… zaczęło się od ciebie, na zewnątrz, od kawy, zimna… twoich poświęceń…” Pokręciłam głową, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
„Nie mów tak…”