Emily czuła, jakby świat się chwiał. Nie wiedziała, czy czuć radość, czy strach.
I nie miała pojęcia, że dwanaście lat później przeszłość, którą próbowała pielęgnować (i zapomnieć o niej), powróci do niej w najbardziej nieoczekiwany sposób.
Przez jakiś czas po wizycie dyrektorki Emily zmuszała się do uśmiechu i dalszej pracy. Powtarzała sobie, że to dobra wiadomość: dziewczyny w końcu będą miały rodzinę. Zasługiwały na to. Zasługiwały na coś więcej niż restaurację w małym miasteczku i kelnerkę, która miała do zaoferowania tylko miłość.
Jednak gdy dziewczęta przyszły powiedzieć jej, że odchodzą, pożegnanie okazało się trudniejsze, niż mogła sobie wyobrazić.
Grace starała się mówić spokojnie. „Mówią, że to nasz wujek. Jest… zamożny. Chce nas przyjąć”. Emily skinęła głową, ale poczuła gulę w gardle.
Lily zrobiła krok naprzód. „Znaczyłeś dla nas więcej niż ktokolwiek inny. Chcemy, żebyś o tym wiedział”.
Emily przytuliła je po kolei. Kiedy dotarła do Rose, najmłodszej, dziewczynka wtuliła twarz w ramię Emily.
„Nie chcę stąd wychodzić” – wyszeptała Rose.
Emily zamknęła oczy. „Musisz to zrobić. To szansa na prawdziwe życie. Ale posłuchajcie mnie wszyscy”. Spojrzała na nich błyszczącymi oczami. „Gdziekolwiek pójdziecie, zawsze będziecie mieli dom w moim sercu. Zawsze”.
Dziewczyny płakały, a Emily udawała silną. Potem wyszły.