Radosław wyrwał mi telefon i zakończył połączenie.
Przez chwilę słychać było tylko ciche pomrukiwanie Mikołaja w leżaczku.
— Twój syn? — zapytałam.
Mąż stał z telefonem w ręce i patrzył na swoich rodziców, jakby liczył, że ktoś z nich znajdzie odpowiedź za niego.
Danuta odezwała się pierwsza.
— Dziecko jest chore. Teraz nie czas na przesłuchanie.
— Czy Olaf jest synem Radosława?
— Kalino…
— Tak czy nie?
Henryk wstał.
— Porozmawiajcie spokojnie. Każdy może popełnić błąd.
Spojrzałam na niego.
— Pan również wiedział?
Nie odpowiedział.
Radosław przeczesał dłonią włosy.
— To wydarzyło się raz.
Roześmiałam się.
— Jednorazowy błąd trwał wystarczająco długo, żeby urodziło się dziecko, wynająć mieszkanie i przygotować pierwszą Wigilię.
— Sylwia zaszła w ciążę przypadkiem.
— A później przez dziewięć miesięcy przypadkiem do niej jeździłeś?
— Nie chciałem cię stresować podczas ciąży.
— Jak troskliwie.
Danuta podniosła głos:
— Co miał zrobić? Zmusić ją do usunięcia dziecka? Olaf jest jego krwią. Jest również naszym wnukiem.
Mama pobladła.
— Wiedziała pani, kiedy moja córka leżała sama po operacji?
— To nie pani sprawa.
— Przez sto dwadzieścia sześć dni robiłam wszystko, czego nie zrobił pani syn. Mam prawo wiedzieć, dlaczego.
Teściowa uderzyła dłonią w stół.
— Radek pracował, żeby utrzymać dwie rodziny!
Wypowiedziała to, zanim zdążyła się zatrzymać.
Mój mąż zamknął oczy.
— Dwie rodziny — powtórzyłam. — Czyli właśnie tak o tym myślicie?
— Źle to ujęłam.
— Nie. Pierwszy raz powiedziała pani prawdę.
Wzięłam Mikołaja na ręce i podałam go mamie.
— Idź z nim do sypialni. Załóż słuchawki, jeśli zaczniemy krzyczeć.
— Kalinko, nie zostawię cię samej.
— Nie jestem sama. Mam wszystkie potrzebne informacje.
Mama zawahała się, ale odeszła z dzieckiem.
Radosław ruszył w stronę przedpokoju.
— Jadę do szpitala.
— Najpierw zostaw klucze.
Odwrócił się.
— Zwariowałaś?
— Klucze do mojego mieszkania. Kartę do garażu. Pilot do bramy.
— Jestem twoim mężem!
— I ojcem dziecka innej kobiety. Dziś wybierasz, z którą rodziną spędzasz święta. Nie będziesz jednak wracał tutaj, kiedy uznasz to za wygodne.
— Nie możesz mnie wyrzucić.
— Mogę odwołać twój dostęp do zamka elektronicznego. Mieszkanie stanowi mój majątek osobisty.
Danuta zerwała się.
— To dlatego od początku nie chcieliśmy, żeby mieszkanie było tylko na ciebie! Wiedziałam, że przy pierwszej kłótni wykorzystasz je przeciwko mężowi.
— Pierwszej kłótni?
Wskazałam telefon.
— Ma drugie dziecko. Okłamywał mnie przez całą ciążę i połóg. Państwo pomagali mu ukrywać romans. To nie jest kłótnia.
— Dziecko jest niewinne — powtórzyła.
— Mój syn również. A jednak jego ojciec zostawił go przez cztery miesiące z przemęczoną babcią.
Radosław ściszył głos.
— Kalina, porozmawiamy jutro. Teraz Olaf potrzebuje lekarza.
— Jedź. Ale zostaw klucze.
— Pożałujesz tego.
— Już żałuję. Tego, że czekałam tak długo.
Michał, ochroniarz z recepcji budynku, przyszedł po kilku minutach. Poprosiłam o dezaktywowanie kart Radosława i zmianę kodu do windy na nasze piętro.
Mąż rzucił klucze na komodę.
— Nie myśl, że odbierzesz mi Mikołaja.
— Nie muszę niczego odbierać człowiekowi, którego przez większość życia dziecka nie było w domu.
— Pracowałem!
— W sądzie pokażesz kalendarz, rachunki i historię lokalizacji.
Pierwszy raz naprawdę się przestraszył.
— Śledziłaś mnie?
— Jeszcze nie. Ale właśnie dałeś mi powód, żeby sprawdzić wszystko.
Danuta założyła płaszcz.
— Chodź, Radek. Nie będziemy się przed nią poniżać.