— Hotel jest zarezerwowany — powiedziałam. — Mogą państwo pojechać tam albo do drugiego wnuka.
Teściowa otworzyła usta, ale Henryk pociągnął ją do drzwi.
Gdy wychodzili, Radosław zatrzymał się przy łóżeczku.
— Powiedz Mikołajowi, że tata musiał pomóc choremu bratu.
— Nie używaj mojego dziecka do usprawiedliwiania kłamstwa.
Drzwi się zamknęły.
Przez kilka sekund stałam nieruchomo.
Potem nogi się pode mną ugięły.
Mama wybiegła z sypialni i objęła mnie jedną ręką, drugą nadal podtrzymując Mikołaja.
— Płacz — powiedziała. — Nie musisz być teraz silna.
Ale łzy nie przyszły.
Wzięłam telefon i zadzwoniłam do mecenas Alicji Rudnickiej, która prowadziła kiedyś sprawę spadkową po mojej babci.
— Potrzebuję zabezpieczyć majątek i przygotować pozew rozwodowy — powiedziałam. — Mąż ma dziecko z pracownicą. Przez kilka miesięcy przelewał jej pieniądze z naszego wspólnego konta.
— Czy ma pani dowody?
— Paragon, wiadomość, świadków i dane rachunku. Jutro będę miała więcej.
— Proszę niczego nie usuwać. Zrobić zrzuty ekranu, skopiować wyciągi i nie informować męża, co dokładnie pani zabezpiecza.
Otworzyłam bankowość elektroniczną.
W historii wspólnego rachunku znalazłam regularne przelewy na konto Sylwii. Opisy brzmiały niewinnie:
„Zwrot kosztów kampanii.”
„Zaliczka projektowa.”
„Rozliczenie delegacji.”
Łącznie sto osiemdziesiąt cztery tysiące złotych.
Dodatkowo Radosław płacił czynsz za mieszkanie na Zielonych Tarasach, prywatne wizyty lekarskie, meble dziecięce i pobyt w klinice położniczej.
W dniu narodzin Olafa zapłacił za apartament rodzinny i uroczystą kolację.
Dla mnie, po narodzinach Mikołaja, kupił bukiet z kwiaciarni przy szpitalu.
Sprawdziłam datę pierwszej dużej płatności za klinikę Sylwii.
Była to noc mojego cesarskiego cięcia.
Radosław powiedział wtedy, że musi zostać na pilnym spotkaniu zarządu.
Tymczasem parking przy prywatnej klinice pobrał z jego karty opłatę o 21.48. Następna płatność pochodziła z apteki po drugiej stronie ulicy.
Zrobiło mi się niedobrze.
Mecenas poprosiła, żebym przesłała jej wszystko.
— Mąż ma pełnomocnictwo do pani osobistego konta inwestycyjnego? — zapytała.
— Tak. Dałam mu je podczas pobytu w szpitalu.
— Proszę odwołać natychmiast.
Zrobiłam to jeszcze tego samego wieczoru. Zablokowałam dodatkową kartę do mojego rachunku, zmieniłam hasła i pobrałam pełną historię operacji.
O drugiej w nocy Radosław próbował się zalogować.
Bank wysłał mi powiadomienie.
Po chwili zadzwonił.
— Co zrobiłaś z kontem?
— Zabezpieczyłam swoje pieniądze.
— Muszę opłacić szpital.
— Ze wspólnego rachunku wydałeś na Sylwię prawie dwieście tysięcy. Użyj swojej pensji.
— To moje dziecko!
— Mikołaj również jest twoim dzieckiem. Nie kupiłeś mu nawet jednej paczki pieluch bez przypominania.
— Nie porównuj dzieci.
— To ty zmusiłeś mnie do porównania dwóch rodzin finansowanych z jednego małżeństwa.
— Sylwia nie pracuje teraz. Potrzebuje pomocy.
— Ja również nie pracowałam przez ostatnie miesiące. Byłam po operacji i opiekowałam się noworodkiem.
— Miałaś swoją matkę.
— Właśnie dlatego państwo chcieli ją dziś wyrzucić?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— O czym mówisz?
— Gdyby mama wyjechała, zostałabym sama. Zależna od ciebie i twoich rodziców. Liczyliście, że wtedy łatwiej zmusicie mnie do zaakceptowania Sylwii?
— Nikt nie chciał cię do niczego zmuszać.
— W takim razie powiedz, dlaczego twoja matka obiecała Sylwii, że po kolacji cała rodzina przyjedzie do jej syna.
— Mama chce znać obu wnuków.
— Ale przez cztery miesiące nie miała czasu zobaczyć Mikołaja.
Rozłączył się.
Następnego ranka pani mecenas wysłała do banku i firmy Radosława wezwanie do zabezpieczenia dokumentów. Okazało się, że część przelewów opisanych jako koszty kampanii marketingowych została później rozliczona w jego firmie.
Sylwia nie tylko otrzymywała nasze prywatne pieniądze.
Radosław zwracał sobie część wydatków z konta pracodawcy.
Firma rozpoczęła wewnętrzną kontrolę.
O jedenastej pod drzwiami pojawiła się Danuta.
Nie otworzyłam.
Dzwoniła i waliła pięścią w drzwi.
— Kalina, przestań się kompromitować! Sąsiedzi słyszą!
Odpowiedziałam przez domofon.
— Wczoraj nie przeszkadzało pani, że moja matka miała wyjść z walizką przy sąsiadach.
— Musimy porozmawiać o dzieciach.
— Proszę pisać przez prawnika.
— Jakiego prawnika? To sprawa rodzinna!
— Rodzina przestała obowiązywać, kiedy pomogliście synowi prowadzić drugie życie.
— Olaf jest niewinny!
— Powtarza pani to od wczoraj. Ani razu nie powiedziała pani, że niewinna jestem również ja.
Zamilkła.
Potem zmieniła ton.
— Radek był samotny. Po ciąży stałaś się nerwowa, ciągle bolały cię plecy, nie chciałaś wychodzić. Mężczyzna potrzebuje ciepła.
Mama stanęła obok mnie.
Słyszała każde słowo.
— Moja córka była w ciąży — powiedziała do domofonu. — Państwa syn miał być jej mężem, nie gościem wymagającym obsługi.
— Nie mieszaj się, Tereso.
— To ja przez sto dwadzieścia sześć dni kąpałam jego syna, kiedy on ogrzewał inną kobietę.
Danuta odwróciła się i odeszła.
Po południu Sylwia wysłała mi wiadomość.
„Nie chciałam pani skrzywdzić. Radek mówił, że od dawna żyjecie osobno i nie śpicie razem. Powiedział, że rozwód nastąpi po narodzinach dziecka.”
Dołączyła zdjęcie.