Radosław siedział przy szpitalnym łóżku i trzymał noworodka zawiniętego w niebieski koc. Danuta stała obok z bukietem. Henryk otwierał butelkę bezalkoholowego szampana.
Data na zdjęciu: sześć tygodni wcześniej.
Kolejna fotografia pochodziła z okresu mojej ciąży.
Radosław obejmował Sylwię przed prywatną kliniką.
W prawym dolnym rogu widniała data mojego cesarskiego cięcia.
O 22.16, kiedy moja matka siedziała sama pod blokiem operacyjnym, mój mąż uśmiechał się do aparatu przy innej kobiecie.
Zadzwoniłam do Sylwii.
— Dlaczego wysyłasz mi te zdjęcia?
— Bo Radek powiedział, że nie może teraz płacić za mieszkanie. Jego matka twierdzi, że to przez pani awanturę. Ja nie zamierzam zostać sama z dzieckiem.
Nie przepraszała.
Negocjowała.
— Wiedziałaś, że jestem w ciąży?
— Powiedział, że małżeństwo jest skończone.
— Byłaś w moim domu w siódmym miesiącu.
— Chciałam zobaczyć, jak mieszkacie.
— Dlaczego?
— Radek mówił, że po rozwodzie sprzeda mieszkanie i kupimy dom.
Roześmiałam się bez radości.
— Nie może sprzedać czegoś, co do niego nie należy.
— Twierdził, że po ślubie wszystko jest wspólne.
— Skłamał również w tej sprawie.
Sylwia zaczęła oddychać szybciej.
— Mam wiadomości, w których obiecuje mi mieszkanie i alimenty.
— Zachowaj je. Przydadzą się nam obu.
Przesłała mi całą rozmowę.
Radosław pisał:
„Kalina ma mieszkanie po babci, ale po rozwodzie i tak dostanę połowę.”
„Jej matka w końcu wyjedzie. Wtedy Kalina nie poradzi sobie sama z dzieckiem.”
„Rodzice przekonają ją, żeby nie robiła skandalu.”
„Najważniejsze, żebyś nie kontaktowała się z nią przed świętami.”
„Po Nowym Roku podpisze zgodę na kredyt pod mieszkanie. Powiem, że potrzebujemy większego lokalu dla Mikołaja.”
Chciał użyć mojego mieszkania jako zabezpieczenia kredytu, z którego planował kupić dom dla Sylwii.
Teściowie mieli pomóc mnie przekonać.
Właśnie dlatego chcieli wyrzucić mamę.
Dopóki była przy mnie, nie byłam bezbronna.
Tydzień później odbyło się spotkanie w kancelarii. Przyszli Radosław, jego rodzice i prawnik wynajęty przez firmę.
Ja siedziałam obok mecenas Rudnickiej. Mama została z Mikołajem.
Radosław wyglądał na wyczerpanego.
— Chcę naprawić naszą rodzinę — zaczął.
— Którą?
Zacisnął usta.
— Zostanę z tobą i Mikołajem. Sylwii będę płacił alimenty.
— To nie jest oferta, tylko informacja, że nadal zamierzasz decydować za wszystkich.
— Popełniłem błąd.
— Utrzymywałeś romans przez ponad rok.
— Olaf nie jest temu winny.
— Nikt go nie oskarża. Rozmawiamy o tobie.
Danuta pochyliła się do przodu.
— Kalino, pomyśl o swoim synu. Rozwód zniszczy mu dzieciństwo.
— Bardziej niż ojciec prowadzący dwa domy?
— Mężczyźni czasem błądzą.
— Kobiety również. Ja zabłądziłam, kiedy uznałam państwa rodzinę za własną.
Prawnik Radosława przesunął w moją stronę dokument.
— Pan Kulesza proponuje ugodę. Pozostają państwo małżeństwem przez co najmniej rok. W tym czasie ureguluje sytuację z panią Pękalą, a państwo wspólnie podejmą terapię.
Mecenas Rudnicka przeczytała pierwszą stronę.
— W punkcie ósmym pani Kalina miałaby wyrazić zgodę na ustanowienie hipoteki na swoim mieszkaniu.
Radosław spuścił wzrok.
— Potrzebuję środków, żeby spłacić zobowiązania.
— Zaciągnięte na utrzymanie kochanki — powiedziałam.
— Bez spłaty mogę stracić pracę.
— Firma już wie o fikcyjnych rozliczeniach.
Danuta odwróciła się do syna.
— Mówiłeś, że to zwykła kontrola.
— Bo była zwykła, zanim Kalina wysłała dokumenty!
— To nie ja wpisywałam prywatne wydatki jako koszty służbowe.
Henryk wreszcie zabrał głos.
— Ile jesteś winien?
Radosław nie odpowiedział.
Prawnik podał kwotę.
Ponad trzysta tysięcy złotych, nie licząc środków pobranych ze wspólnego rachunku.
Danuta zrobiła się blada.