Ale nie niemożliwe.
Głos Daniela powrócił, niski i stłumiony. „Wiem, co obiecałem”.
„Więc przestań udawać, że jesteś karany”.
„Myślisz, że to nie jest kara?”
Eleanor wzięła głęboki oddech.
Twoje serce waliło.
Daniel nigdy wcześniej tak nie mówił. Nie był cierpliwy. Nie był oddany. Był wściekły. Nie był głośny, ale pełen życia w sposób, o którym prawie zapomniałaś.
„Mam żonę” – powiedział. „Prawdziwe małżeństwo, o którym teraz ledwo mogę myśleć, bo każdej nocy zostawiam ją samą i przychodzę tu, jakbym wciąż był chłopcem”.
Eleanor odpowiedziała śmiechem tak ostrym, że mógłby przeciąć papier. „Więc może powinieneś był o tym pomyśleć, zanim się z nią ożeniłeś”.
No właśnie.
Nie strach. Nie lęk. Nie bezradna zależność.
Opętanie.
Chłodne, celowe, długotrwałe opętanie.
Powinnaś była wtedy odejść.
Powinnaś była wrócić na górę, spakować torbę, zadzwonić do siostry, prawnika, do doktora Patela, zadzwonić do każdego, kto miał wystarczająco dużo dystansu, żeby pomóc ci odejść w czysty sposób. To byłoby mądre posunięcie. Emocjonalnie dojrzałe posunięcie. To, co kobiety robią w poradnikach tuż przed… przerwa w rozdziale i wschód słońca.
Zamiast tego
Otworzyłaś drzwi.
Z trudem.
Uderzyły o ścianę z trzaskiem, który sprawił, że oboje podskoczyli.
Eleanor usiadła na łóżku, ubrana w bladoróżową koszulę nocną i z wyrazem czystej furii na twarzy. Daniel stał przy materacu w szlafroku, z bezkrwistą twarzą i jedną ręką wciąż uniesioną do góry, jakby próbował ją uspokoić. Przez ułamek sekundy patrzyliście na siebie w trójkącie, tak naładowani, że samo powietrze wydawało się łatwopalne.
Potem powiedziałaś z przerażającym spokojem: „Nie zatrzymuj się dla mnie”.
Nikt się nie ruszył.
Wyobrażałaś sobie tę chwilę na tysiące różnych sposobów przez lata. W niektórych wersjach krzyczałaś. W innych płakałaś. W niektórych szczególnie gorzkich fantazjach wypowiedziałaś coś tak porażająco inteligentnego, że Daniel padł na kolana z natychmiastową jasnością moralną, podczas gdy jego matka ściskała perły i rozpływała się.
Rzeczywistość była spokojniejsza.
Stałaś w drzwiach, boso, w starej koszulce z czasów studiów, z sercem waliło ci w piersiach, patrząc na męża, jakbyś nigdy wcześniej go nie widziała.
„Wynoś się” – powiedziała Eleanor pierwsza.
O mało się nie roześmiałaś.
„Nie”.
Jej oczy się zwęziły. „To mój pokój”.