Samochód jeszcze nie odjechał z placu, gdy dr Malik Benhaïm wyszedł z izby przyjęć.
„Kim jest ojciec Arthura Delcourta?”
Gabriel natychmiast podszedł bliżej.
„Ja. Powiedz mi, co ta dziewczyna mu podała”.
Spojrzenie lekarza stwardniało.
„Nic mu nie dała”. Twój syn doznał ciężkiego wstrząsu anafilaktycznego, prawdopodobnie po zjedzeniu pistacji. Był również odwodniony i doznał urazu głowy, upadając. Bez tego dziecka umarłby, zanim przyjechaliby ratownicy medyczni.
Gabriel pozostał nieruchomy.
„Powiedziała, że porzuciła go kobieta”.
„Więc może powinnaś zacząć od wysłuchania jej”.
W tym momencie pojawił się Romain, szef ochrony Grupy Delcourt, z tabletem w dłoni. Jego twarz była ponura.
„Proszę pana, funkcjonariusze przydzieleni do Arthura przyznali, że zostali wysłani po samochód przez panią de Marcilly. Zdobyliśmy również nagranie z miejskiej kamery w pobliżu jeziora. Musicie to zobaczyć”.
Na nagraniu widać Arthura siedzącego na ławce, obok niego leży mała, otwarta torebka makaroników. Solène stała kilka metrów dalej, w cieniu, z telefonem przy uchu. Dziecko złapało się za gardło, wstało, chwiejąc się, i próbowało dołączyć do niej.
Indre.
Solène odwróciła głowę. Zobaczyła go. Na jej twarzy malowało się nie zdziwienie, lecz irytacja. Kontynuowała rozmowę.
Artur upadł.
Solène zrobiła dwa kroki bliżej. Obserwowała chłopca, którego szarpały skurcze, spojrzała na zegarek, a potem rozejrzała się. W końcu wzięła torbę i szybkim krokiem zeszła ze ścieżki.
Nikogo nie zawołała, a nawet zabrała torbę z długopisem z adrenaliną Arthura. Po prostu zostawiła go na trawie.
„Nie…” – mruknął Gabriel.
Nagranie trwało dalej. Inès pojawiła się przy samochodach z pudełkiem calissonów na szyi. Zauważyła Arthura, porzuciła swój towar i pobiegła w jego stronę. Przeszukała mu kieszenie, szukała karty medycznej i krzyczała do przechodniów. Nikt się nie zatrzymał. Próbowała nieść go na plecach, upadła, wstała, a potem mocno go przytuliła i poszła do kliniki.
Gabriel powoli spojrzał na Solène.
„Dlaczego?”
„To nagranie nie pokazuje wszystkiego. Próbowałam złapać sygnał”.
„Byłeś online”.
„Wpadłam w panikę. Myślałam, że ma atak paniki, żeby zwrócić twoją uwagę. Prowokuje mnie bez przerwy, odkąd ogłosiliśmy ślub”.
„Mój syn umierał”.
Gniew Gabriela zniknął. Jego głos stał się głuchy, jakby coś pękło mu w piersi.
Solène próbowała wziąć go za rękę.
„Gabriel, pomyśl o nas. O ceremonii. O dziennikarzach. O swojej matce. To zrozumiałe, że byłam zdezorientowana”.
Cofnął się.
„Myślałaś głównie o lunchu z agencją, która miała sprzedawać nasze zdjęcia ślubne”.
Z akt wynikało, że negocjowała wtedy wyłączność z magazynem.
Gabriel podszedł do radiowozu i zapukał w szybę.
„Natychmiast wypuść to dziecko”.
„Proszę pana, to pan złożył skargę” – odpowiedział jeden z funkcjonariuszy.
„Wycofuję ją. Chcę złożyć skargę na Solène de Marcilly za zaniedbanie dziecka i nieudzielenie pomocy osobie w niebezpieczeństwie”.
Solène w końcu straciła panowanie nad sobą.