Cisza w bazie lotniczej Lorient stała się niemal nabożna. Claire, z oczami pełnymi łez, w końcu wstała, instynktownie prostując ramiona, jakby ciężar lat i anonimowości w końcu ustąpił. Nie była już zmęczoną pielęgniarką z Brestu; znów była niedocenianą bohaterką, tą, która poświęciła chwałę i medale, by dać synowi spokojne dzieciństwo, z dala od przemocy świata, który znała aż za dobrze. Dowódca kontynuował: „Dziś nie tylko syn dołącza do elity, to matka wraca do domu”. Dał znak muzykom Marynarki Wojennej, by zagrali hymn, podczas gdy Thibault, łamiąc protokół po raz pierwszy w swojej karierze, podszedł do niej.