z mojego ciała. Moje serce zaczęło walić – nie z bólu, ale z czegoś głębszego. Czegoś instynktownego. Gdzie byli wszyscy? Drzwi się otworzyły, zanim zdążyłam się ruszyć. Weszła pielęgniarka, z neutralnym wyrazem twarzy, niemal obojętnym. „Jesteś przytomny” – powiedziała. Nie zaskoczona. Nie ulżona. Po prostu… przyznając. „Co się stało?” – zapytałam natychmiast suchym głosem. Poprawiła coś na monitorze, nie patrząc na mnie. „Upadłeś” – odpowiedziała. „Byłeś nieprzytomny przez kilka godzin”. „W restauracji?” – nacisnęłam. Pauza. Krótka, ale zauważalna. „Tak”. Coś w sposobie, w jaki to powiedziała, nie pasowało. Zbyt proste. Zbyt czyste. „Gdzie jest moja rodzina?” – zapytałam. To wywołało reakcję. Nie dramatyczną. Tylko lekkie napięcie wokół oczu. „Zostali poinformowani” – powiedziała. „Skontaktujemy się z nimi ponownie, teraz, kiedy jesteś przytomny”. Ponownie nawiązano kontakt. Nie czekali. Nie tutaj. Poczułam, jak niepokój się pogłębia. „Byli tam” – powiedziałam. „Widzieli, co się stało”. Pielęgniarka skinęła głową, ale to brzmiało jak zgoda bez