„Oczywiście”, odpowiedziała.
Uśmiechnął się i wyszedł z domu, pewien, że nadal żyje własnym życiem.
W restauracji koperta Élodie wylądowała na środku stołu: zdjęcia, wyciągi, faktury, zrzuty ekranu wiadomości, daty i godziny.
„Przez trzy tygodnie zastanawiałam się, czy nie zwariowałam”, powiedziała. „Wracałeś tutaj, a potem wracałeś do domu i udawałeś męża, tak jak odliczasz czas w biurze”.
Laurent zbladł.
„To nie tak”.
„To powiedz nam, jak było”.
Agathe spojrzała na Laurenta spanikowana.
„Mówiłeś mi, że nic nie wie”.
Julien zaśmiał się bez radości.
„Przynajmniej byli wobec siebie szczerzy i mówili nam, że nas okłamują”.
Laurent przetarł twarz dłońmi.
„Wymknęło mu się”.
Élodie poczuła, jak wraca jej spokój.
„Burza wymyka się spod kontroli. Rezerwowałeś stolik, płaciłeś za pokoje, kasowałeś wiadomości i przygotowywałeś kłamstwa. Nic nie umknęło twojej uwadze”.
Bernard podszedł.
„Odpowiedz żonie”.
„Tato…”
„Myślałem, że nauczyłem cię czegoś więcej”.
Monique płakała.
„Masz córkę, Laurent”.
W końcu dotarły do niego słowa.
„Manon nie wie”.
„Jeszcze nie” – odpowiedziała Élodie.
Wpatrywał się w nią z przerażeniem.
„Nie powiesz jej tego”.
„Chciałbyś też, żebym chronił twoje kłamstwo przed nią?”
Laurent spuścił wzrok. Élodie wzięła obrączkę ze stołu, położyła ją przed nim, a następnie zdjęła swoją.
„Te obrączki należą do małżeństwa, które opuściłeś przede mną”.
„Kocham cię” – wyszeptał.
Wstała.
„Nie. Lubiłeś, żeby ci wierzono”.
Wyszła z rodzicami Juliena i Laurenta. Zimne powietrze szczypało ją w twarz. W końcu mogła odetchnąć, nie czując się zwycięzcą: prawda nie wymazuje miłości, a jedynie niszczy iluzję bezpieczeństwa.
Laurent wrócił do domu o 2:18. Élodie czekała na niego w salonie, Oslo leżał u jej stóp.
„Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić” – powiedział.
„Ty tylko zaakceptowałaś ryzyko”.
Usiadł naprzeciwko niej.
„Byłem nieszczęśliwy”.
„Ja też czasami. Nie zbudowałem drugiego życia”.
„Nie chciałam cię zastąpić”.
„Chciałaś mnie zatrzymać, pożyczając kogoś innego”.
Po raz pierwszy od 17 lat Élodie nie przełożyła swojego egoizmu na zmęczenie ani presję w pracy.
„Manon będzie musiała dowiedzieć się, dlaczego odchodzisz”.
s.
„Wychodzę?”
„Z naszego pokoju, zaczynając od dziś wieczorem. Potem porozmawiamy z prawnikami”.
Powtórzył słowo „prawnicy”, jakby nigdy nie brał pod uwagę, że jego wybory mogą być tak ostre.
Następnego ranka Manon zastała rodziców w kuchni, z opuchniętymi oczami i nietkniętymi filiżankami.
„Co się stało?”
Laurent spojrzał na Élodie, niezdolny wykrztusić słowa.
„Twój ojciec miał romans” – powiedziała.
Manon zamarła.