Spuściła wzrok.
—Próbowałem go ostrzec. Wysłałem mu wiadomość i zadzwoniłem do jego biura, ale Rodrigo się o tym dowiedział. Zagroził, że odbierze mi Renatę i zawiesi jej leczenie.
—Jej mąż również wynajął kogoś, żeby mnie zabił.
Weronika opadła na krzesło.
—Nie. Jest kłamcą, tchórzem… ale nie tym.
Eugenio odtworzył nagranie. Kiedy się skończyło, otworzyła szufladę i wyjęła teczkę: akt ślubu, zdjęcia rodzinne, wyciągi bankowe i kopie wiadomości, które próbował wysłać do Mariany.
„Masz dwie możliwości” – powiedział Eugenio. „Zostań tutaj i pozwól mu zniszczyć moją córkę albo pójdź ze mną i zakończ to dzisiaj. Oskarżenie będzie obecne. Rodrigo nie będzie mógł odebrać ci Renaty”.
Dziewczynka pojawiła się w błyszczącej plastikowej opasce na głowie.
—Mamo, dlaczego płaczesz?
Weronika osuszyła twarz.
—Bo będziemy się bawić w ciche księżniczki. Udamy się do bardzo pięknego miejsca.
W drodze Eugenio zadzwonił do swojego prawnika, Sergio Cantú. Tomás potwierdził, że agenci po cywilnemu przybędą na ceremonię w Santiago, Nuevo León.
Zanim wyjechał, Eugenio wrócił do domu, aby odwiedzić Marianę.
Zeszła po schodach boso, ubrana w biały fartuch, z włosami w połowie ułożonymi, z nerwowym uśmiechem na twarzy.
—Tato, zjadłam trzy muszle z powodu stresu, a stylista powiedział, że wypełnię sukienkę cukrem.
Eugenio przytulił ją tak mocno, że się roześmiała.
—Nie zaczynaj jeszcze płakać. Najpierw ja będę płakać, potem ty, a potem wszystkie moje ciocie.
Na szyi Mariany wisiał pierścień z szafirem, który należał do Lucii.
„Obiecaj mi, że mnie dziś ochronisz” – błagała. „Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale muszę to usłyszeć”.
—Będę cię chronić, nawet jeśli na chwilę mnie znienawidzisz.
Mariana zmarszczyła brwi, ale zanim zdążyła zapytać, pocałował ją w czoło.
W ogrodzie przy tamie, pod białym namiotem, czekało dwustu gości. Rodrigo uśmiechał się przed ołtarzem, jakby nic nie mogło go dotknąć.
Rozpoczęła się ceremonia.
Kiedy sędzia zapytał, czy ktoś zna powód prawny uniemożliwiający zawarcie małżeństwa, Eugenio wstał.
—Tak — powiedział. — Znam jednego.
Rodrigo zbladł.
A z bocznego wejścia wyłoniła się mała dziewczynka, która pobiegła ku niemu i krzyknęła:
—Tato! Dlaczego mnie nie zaprosiłeś na swój ślub?
CZĘŚĆ 3
Krzyk Renaty przebił namiot niczym kamień trzaskający o szkło.
Dziewczynka pobiegła korytarzem, przyciskając misia do piersi. Jej sandały brzęczały na peronie, aż dotarła do Rodriga i uniosła ręce.
—Tato, spójrz na moją koronę!
Rodrigo się nie poruszył. Jego uśmiech zniknął. Spojrzał na dziewczynę, potem na Veronicę, a w końcu na dwóch mężczyzn w garniturach pilnujących wejścia.
Mariana upuściła bukiet.
—Rodrigo… dlaczego on nazywa cię tatą?
—Nie wiem, kim oni są. To szaleństwo zaaranżowane przez twojego ojca.
Renata zmarszczyła brwi.
—Ale wczoraj spałeś u mnie.
Przez szeregi przeszedł szmer. Weronika wystąpiła naprzód i uniosła dokument z oficjalną pieczęcią.
—Nazywam się Verónica Salas Navarro. Jestem prawnie zamężna z Rodrigiem od sześciu lat. Renata jest naszą córką.
Sędzia cywilny przyjął akta, przejrzał dane i skonsultował je z systemem.
—Małżeństwo jest ważne. Ta ceremonia nie może być kontynuowana.
Mariana cofnęła się.
—Spójrz na mnie i powiedz, że ten dokument jest fałszywy.
—Miłość, mogę to wyjaśnić.
—Nie nazywaj mnie miłością.
—Rozstaliśmy się jakiś czas temu. Rozwód był w toku.
„Nigdy nie wniosłeś pozwu” – powiedziała Veronica. „Wczoraj obiecałeś mi, że jak dostaniemy pieniądze, zaczniemy od nowa w innym stanie”.
Rodrigo zacisnął szczękę.
—Ona jest urażona. Chce nimi manipulować, wykorzystując dziewczynę.
Renata pociągnęła za kurtkę.
—Tato, mówiłeś, że masz dziś spotkanie.
Rodrigo gwałtownie cofnął rękę.
Widząc strach na twarzy dziewczyny, Mariana przestała szukać wyjaśnień. Zdjęła pierścionek zaręczynowy i położyła go na stole.
—Ślub się skończył.
—Nie możesz mi tego zrobić na oczach wszystkich.
—Robiłeś mi to przez półtora roku.
Eugenio awansował.