„Właściwie, Vivian” – powiedziałam, cofając się w stronę stołu, a moje obcasy wystukiwały rytmiczny, żałobny rytm na podłodze. Wyciągnęłam granatową kopertę z torebki i rzuciłam ją na stół. Wylądowała w kałuży rozlanego wina. „Myślę, że goście będą mieli ogromne trudności z wejściem na tę posesję. Ponieważ od godziny 16:00 dzisiaj zamki mają zostać wymienione, a ochrona obwodowa została przekazana prywatnej firmie”.
Margareta zaśmiała się ostro, szyderczo, śmiejąc się jak tłuczone szkło. „Zmieniona? Przez kogo? To jest Vance Manor. Jestem tu panią z prawa krwi i dziedzictwa”.
„Byłaś tu gospodynią” – odpowiedziałam, wyciągając akt własności z koperty i ciskając go na stół, prosto w środek drogiej wielkanocnej ozdoby. „Ale nie płaciłaś kredytu hipotecznego od trzech lat. Żyłaś na kredyt, na nazwisko bez wartości i z tajnych, comiesięcznych „dotacji”, które pojawiały się na twoim koncie od anonimowego darczyńcy”.
Pochyliłam się, wpatrując się w matkę. Dostrzegłam pierwszy błysk autentycznego strachu w jej źrenicach. „Kto twoim zdaniem wysłał te pieniądze, Margaret? Myślisz, że bank ma serce? A może myślałaś, że twoja „niepozorna” córka jest zbyt głupia, żeby zauważyć, że toniesz w morzu własnej arogancji?”
Vivian chwyciła papier, omiatając wzrokiem tekst. Jej twarz przybrała upiorny odcień szarości. „Evergreen Holding Group? Kto to, do cholery, jest? Odkupili dług od banku?”
„To moja firma, Vivian” – powiedziałam, a mój głos brzmiał zabójczo, spokojnie. „Julian nie ożenił się po prostu z kimś z niższej półki. Zbudował imperium, podczas gdy ty byłaś zajęta wydawaniem fortuny, która nie istniała. We wtorek wykupił twój dług. Nie zrobił tego, żeby cię ratować. Zrobił to, bo poprosiłam go o prezent urodzinowy. Chciałam mieć na własność miejsce, w którym próbowałaś mnie złamać, tylko po to, żebym mogła zdecydować, kiedy je zburzyć”.
Cliffhanger: Margaret sięgnęła po kieliszek do wina, a jej ręka zadrżała tak gwałtownie, że kryształ roztrzaskał się o stół. „Ty… ty jesteś potworem” – wyszeptała. Uśmiechnęłam się i po raz pierwszy w życiu wyglądałam dokładnie jak ona. „Nie, mamo. Jestem audytorem. A twoje konto jest na minusie”.
Rozdział 5: Rozrachunek z intruzem