„Nie.” Nie pomyślałeś.
Słowa zapadły w milczeniu. Było gorzej.
Julien zwrócił się do Clary, nagle niemal błagając.
„Clara, nie wiedziałem”.
W końcu na niego spojrzała.
„Nie. Nie wiedziałeś. Bo nikogo w domu nie było…”
Nie pytałeś.
„Camille nie chciała cię skrzywdzić”.
Klara uśmiechnęła się chłodno.
„Usunęła mnie z wielkanocnego śniadania, bo mój rozwód pokrzyżował twój starannie zaplanowany plan. Zadzwoniła do żony twojego szefa, żeby przedstawić mnie jako jakiegoś nieszczęśnika, którego trzeba wydać za mąż. To nie pomyłka, Julien. To nawyk”.
Telefon Françoisa znowu zawibrował. Odczytał go, a potem jego twarz stwardniała.
„Moja teściowa właśnie odebrała podobny telefon. Podobno Camille postanowiła poinformować całą moją rodzinę o cierpieniu swojej siostry”.
Julien zamknął oczy.
François odłożył długopis.
„Posprzątaj biurko jutro rano”.
„Proszę pana…”
„Nie. Nie powierzam poufnych dokumentów komuś, kto nie potrafi odróżnić plotek rodzinnych od weryfikowalnych informacji”. I nie trzymam przy sobie kolegi, którego otoczenie obraża moich partnerów, zanim jeszcze atrament wyschnie.
Julien zbladł.
„Klaro…”
„Nie proś mnie, żebym zniweczył to, co zbudowałaś, umniejszając mnie”.
François odwrócił się do niej.
„Przepraszam”.
„Nic nie zrobiłaś”.
„To nie zwalnia mnie z obowiązku przepraszania”.
Wziął swoją kopię umowy.
„Moje biuro zajmie się przekazaniem pierwszej raty. I, Klaro, podtrzymuję zaproszenie na kolację w przyszłym miesiącu. Będą tam ludzie, z którymi powinnaś się spotkać”.
„Z przyjemnością”.
Wyszli.
Julien został w biurze przez kilka sekund, sam na sam z nią, z lekko otwartymi ustami, jakby niesprawiedliwość polegała na tym, że nie dorównała opowieściom, które o niej opowiadano.
„Mogłaś nam powiedzieć” – mruknął.
Klara wstała.
„Zrobiłam to raz. Nie za pomocą liczb. Nie nagłówków. Ale mówiłam o mojej pracy, moich projektach, moich inwestycjach. Wolałaś słyszeć „biedna rozwódko”.
Zadzwonił jej telefon. Camille.
Odebrał, cofając się w stronę windy.
„Camille, posłuchaj mnie. Nie, bądź cicho na chwilę. Twoja siostra właśnie podpisała kontrakt z Marceau na 280 milionów euro. Tak, twoja siostra. Clara. Nie, nie żartuję”.
Drzwi zamknęły się za jej łamiącym się głosem.
„Straciłam pracę przez twoje telefony”.
Nastała głęboka cisza.
Clara stała na środku swojego biura. Potem jej telefon zaczął wibrować.
Camille.
Jej matka.
Jej ojciec.
Znowu Camille.
Składały się wiadomości.
Camille: Zadzwoń do mnie natychmiast.
Camille: Julien mówi absurdalne rzeczy.
Mama: Twoja siostra płacze. Co się stało?
Tata: Musimy porozmawiać. To poważna sprawa.
Camille: Celowo mnie upokorzyłaś.
Mama: Naprawdę zajmujesz się finansami? Czemu nam nie powiedziałaś?
Klara długo wpatrywała się w to ostatnie zdanie.
Czemu nam nie powiedziałaś?
Jakby prawda cierpliwie czekała u ich drzwi. Jakby nie deptali jej latami za każdym razem, gdy próbowała istnieć jako coś innego niż nieudana żona.
Wyciszyła telefon.
Następnego ranka ogłoszenie pojawiło się w Les Echos.
Marceau Investissements nawiązuje współpracę z Delmas Horizon Capital w ramach umowy o wartości 280 milionów euro.
O godzinie 10:00 kilka mediów biznesowych podchwyciło tę historię. Do południa Klara otrzymała 12 próśb o wywiad. O godzinie 14:00 Inès przyszła do niej z wyrazem, który rezerwowała na eleganckie katastrofy.
„Twoja matka jest na dole”.
Klara nie podniosła wzroku znad komputera.
„Czy ona ma umówione spotkanie?”
„Nie.”
„Więc nie przyjdzie.”
„Twoja siostra jest z nią.”
„Ta sama odpowiedź.”
Inès zawahała się.
„Dzwonił twój ojciec. Mówi o koniecznym spotkaniu rodzinnym.”
Klara w końcu odłożyła długopis.