„W co pan gra?”
„Numer twojej odznaki i numer interwencji”.
„Ostatnie ostrzeżenie przed utrudnianiem”.
„Utrudnianie wymaga odpowiedniej procedury. Nie zastosował się pan do żadnej”.
Pukanie powróciło, jeszcze bardziej gwałtowne. Drzwi zadrżały w futrynie. Claire mimowolnie się cofnęła. Przez aplikację dzwonka zobaczyła Renauda pochylającego się w jej stronę, jakby rozmawiał przez radio. Ale nie było zakłóceń. Jego usta poruszały się zbyt nisko, by mogła to być prawdziwa rozmowa. Udawał.
„Centrala informuje mnie o ryzyku włamania do twojego budynku” – oznajmił nagle. „Musimy sprawdzić twoje mieszkanie”.
Claire prawie chciała się roześmiać, ale strach ścisnął jej gardło.
„W takim razie zadzwoń do dyżurnego. Zadzwoń do prokuratury. Zadzwoń do jednostki ochrony sędziów. Wiesz doskonale, że jeśli…
Gdyby naprawdę mnie to dotyczyło, skontaktowano by się ze mną oficjalnym kanałem.
„Myśli pani, że jest pani nietykalna?”
Wyrzucił to z siebie.
Claire po cichu poszła do swojego pokoju i wybrała numer alarmowy do ochrony sędziego pokoju. Kiedy operatorka odebrała, mówiła cicho, ale wyraźnie.
„Tu Claire Delmas, sędzia Sądu w Nanterre. Funkcjonariusz policji, starszy brygadier Martin Renaud, próbuje wejść do mojego domu o 2:50 w nocy pod pretekstem bezpodstawnej kontroli bezpieczeństwa. Staje się groźny”.
Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki natychmiast zmienił ton.
„Pani Delmas, proszę zostać w środku. Proszę nie otwierać drzwi. Kontaktuję się z prefekturą i lokalnym komisariatem policji. Wysyłamy ekipę”.
Pukanie na korytarzu przerodziło się w walenie. Sąsiedzi musieli słyszeć. Nikt jednak nie otworzył drzwi. W tych ekskluzywnych budynkach wszyscy nauczyli się trzymać z daleka od hałasów za zamkniętymi drzwiami. Claire pomyślała o pani Kovacs, emerytce z drugiego piętra, która czasami przynosiła jej dżem. Miała nadzieję, że nie wyjdzie.
Renaud, na zewnątrz, tym razem dzwonił do kogoś naprawdę. Dzwonek do drzwi nagrał jego głos.
„Kevin, podejdź. Dzwoni do mnie sędzia. Odmawia weryfikacji. Tak, ta z Nanterre. Ta, która spieprzyła moją sprawę. Pospiesz się”.
Kilka minut później Claire usłyszała jego nazwisko od innego mężczyzny. Młodszy, niepewny głos.
„Martin, jesteś pewien, że musimy tu być? Dzwoniłeś do centrali?”
„Już to wiem. Próbuje nas sprowokować. Myśli, że uciekniemy jak psy”.
Drugi policjant, Kevin Le Goff, przybył po cywilnemu, w trampkach, z kurtką narzuconą na koszulkę, prawdopodobnie obudzony w pośpiechu. Claire go nie znała, ale znała ten mechanizm ślepej lojalności. W niektórych komisariatach nie pytano, co jest legalne. Pytano tylko, po której stronie stanąć.
„Proszę pani” – powiedział Le Goff – „proszę otworzyć drzwi, upewnimy się, że wszystko w porządku i to wszystko”.
„Nic mi nie jest” – odpowiedziała Claire. „Jest pan nagrywany. Jest pan poza jakąkolwiek procedurą. Proszę wyjść”.
Renaud wybuchnął.
„Ona nam teraz grozi. Widzi pan? Myśli, że kamera ją uratuje”.
Mylił się co do jednego. Kamera jeszcze jej nie uratowała. Na razie po prostu obserwowała nadchodzącą niesprawiedliwość.
„Słyszymy jakiś hałas w środku” – oznajmił nagle Renaud głośnym, dramatycznym głosem. „Możliwe, że ktoś jest w niebezpieczeństwie”.
Claire poczuła, jak gniew przebija się przez jej strach. Z jej mieszkania nie dobiegał żaden dźwięk poza oddechem i szaleńczym biciem serca.
„To nieprawda” – powiedziała do telefonu. „On wymyśla motyw”.
Dyżurny policjant natychmiast odpowiedział:
„Trzymajcie się z daleka od drzwi. Inni idą”.
Ale na zewnątrz Renaud już liczył.
„10… 9… 8…”
Le Goff mruknął coś, co kamera ledwo uchwyciła.
„Martin, zaczekaj…”
„7… 6… 5…”
Claire cofnęła się do ściany korytarza. Pomyślała o córce. O ich ostatniej, chłodnej rozmowie, dwa tygodnie wcześniej. Elise powiedziała jej:
„Mamo, spędzasz życie broniąc zasad, ale zapominasz o ludziach, którzy cię kochają”.
Claire rozłączyła się, zraniona, zbyt dumna, by oddzwonić. I właśnie wtedy, gdy dwóch mężczyzn miało wyważyć jej drzwi, jedyną osobą, którą chciała usłyszeć, była jej córka.
„3… 2… 1…”
Pierwsze uderzenie zatrzęsło ramami obrazów na ścianie. Drugie roztrzaskało drewno wokół zamka. Przy trzecim framuga pękła z głośnym trzaskiem, a drzwi otworzyły się na ścianę. Martin Renaud wszedł pierwszy, trzymając rękę blisko pistoletu. Kevin Le Goff szedł za nim, blady jak ściana.
„Pokaż mi ręce!”
Claire uniosła ręce. Telefon wciąż tkwił w jej dłoni.