Pracował szybko, wstukując kod w system, podczas gdy ja stałam z założonymi rękami. Za biurkiem szumiała drukarka, drukując szczegółowe paragony, potwierdzenia rezerwacji i powiadomienia o anulowaniu. Kiedy mi je podał, wsunęłam każdą stronę do teczki z mojej torby – tej samej, której używałam do zorganizowania całego wyjazdu. Ten szczegół o mało mnie nie rozbawił.
„Chcesz zatrzymać swój obecny pokój?” zapytał.
„Tak” – odpowiedziałam. „Ale czy możesz mnie przenieść?”
Lekko uniósł brwi.
„Na inne piętro” – dodałam. „Najlepiej z dala od nich”.
Uśmiechnął się blado. „Mogę to zrobić”.
Dziesięć minut później byłam w cichym, narożnym apartamencie na dwunastym piętrze, z widokiem na miasto, łóżkiem king-size i wystarczającą odległością od rodziny Ethana, żeby w końcu odetchnąć. Wzięłam prysznic, przebrałam się w hotelowy szlafrok i usiadłam na brzegu łóżka, wpatrując się w telefon, podczas gdy wiadomości płynęły strumieniowo.
Diane: Gdzie jesteś?
Megan, siostra Ethana: Dobra, możesz przestać się dąsać i iść na górę.
Ethan: Nie dziwacz tego.
Nie odebrałam.
O 00:43 zadzwonił Ethan.
Poczekałam, aż zadzwoni dwa razy, a potem odebrałam. „Co?”
Był zirytowany, a nie przepraszający. „Gdzie do cholery poszłaś?”
„Zostawiłaś mnie w holu.”
„To był żart, Claire.”
„Wyjaśnij, co jest śmiesznego.”