„Czy możemy otworzyć nasze listy?” zapytała Chloe.
Żaden z nich nie był obcy.
Spojrzałam na pismo Cleo na kopertach.
Każda część mnie chciała powiedzieć „tak”.
Każda część mnie chciała powiedzieć „nie”.
„Jutro” – powiedziałam w końcu.
Linzie zmarszczyła brwi. „Dlaczego?”
„Bo twoja mama czekała dziesięć lat, żeby ci je dać”.
Każda część mnie chciała powiedzieć „nie”.
Dotknęłam zeszytu.
„Możemy poczekać jedną noc, żeby zrozumieć, jak to możliwe”.
Następnego ranka wzięłam zeszyt ze sobą, a dziewczynki zostały z mamą.
Najpierw poszłam do biblioteki.
June stała za biurkiem, wbijając daty oddania książek dla dzieci. Była mniejsza, niż pamiętałam, miała srebrne włosy spięte za ucho i kardigan z haftowanymi ptakami.
„Możemy poczekać jedną noc, żeby zrozumieć, jak to się stało”.
Kiedy zobaczyła notes w mojej dłoni, jej twarz się zmieniła.
„Och” – powiedziała cicho. „Przyszło”.
Przez chwilę półki w bibliotece wydawały się bardziej oddalone niż przed chwilą.
„Wiedziałaś?”
„Wiedziałam o jednej rzeczy, Alan”.
„Jaką?”
„Wiedziałam o jednej rzeczy, Alan”.
June zamknęła książkę przed sobą i obeszła biurko.
„Cleo przyszła tu jakieś dwa miesiące przed narodzinami dziewczynek. Była ogromna i śmiała się z tego, mówiła, że dzieci zawładnęły całym jej ciałem i prawdopodobnie połową mózgu”.
O mało się nie uśmiechnąłem.
To brzmiało jak ona.
„Była ogromna i śmiała się”.
„Zapytała mnie o coś dziwnego” – kontynuowała June. „Powiedziała: »Jeśli któraś z moich córek będzie potrzebowała powodu, żeby pokochać książki, pomożesz jej go znaleźć?«”.
Spojrzałam w stronę kącika dziecięcego, gdzie dziewczynki spędziły tyle deszczowych popołudni.
„Wiedziała?”
„Nie”. June pokręciła głową. „Nie w ten sposób. Miała nadzieję, że sama tam będzie. Ale powiedziała, że matki przygotowują się na wszystko. Pieluchy, gorączki, formularze szkolne. Powiedziała, że to po prostu kolejny rodzaj przygotowań”.
„Zapytała mnie o coś dziwnego”.
Nagły podmuch zimna zaatakował mnie tuż za obojczykiem.
June sięgnęła pod biurko i wyciągnęła małą zakładkę, wyblakłą na brzegach. W środku były zapieczętowane trzy sprasowane kwiaty polne.
„Zostawiła to u mnie” – powiedziała. „Miałam to dać tej dziewczynce, która będzie tego potrzebowała pierwsza”.
„Dlaczego nie?”
„Miałam to dać tej dziewczynce, która będzie tego potrzebowała pierwsza”.
June uśmiechnęła się delikatnie.
„Tak. Ivy miała sześć lat. Płakała, bo pozostałe dwie miały gości i chciała mieć jakieś ciche miejsce. Dałam jej to razem z jej pierwszą kartą biblioteczną. Wróciła w jednej z książek, które oddała”.
Przypomniałam sobie tę kartę.
Ivy trzymała ją na swojej szafce nocnej.
Myślałam, że June jest po prostu miła.
Ivy trzymała ją na swojej szafce nocnej.
***
Drugie imię przeniosło mnie do małego, ceglanego domu Arthura.
Otworzył drzwi laską w jednej ręce i pulpitem pod drugą.
Kiedy pokazałam mu notes, odetchnął głęboko i spojrzał w stronę podwórka.
„Cleo zawsze wiedziała, jak sprawić, by obietnica brzmiała prosto”.
„O co cię pytała?”
„Cleo zawsze wiedziała, jak sprawić, by obietnica brzmiała prosto”.
Uśmiechnął się, ale jego oczy błyszczały.
„Jeśli któraś z nich będzie chciała zbyt szybko zrezygnować z muzyki, poproś ją, żeby spróbowała jeszcze jednej lekcji”.
Chloe prawie rzuciła grę na skrzypcach w wieku ośmiu lat po recitalu, podczas którego zapomniała zakończenia i płakała za kurtyną.
W następnym tygodniu Arthur pojawił się z kalafonią, nutami i dwoma ciasteczkami zawiniętymi w serwetkę.
Chloe prawie rzuciła grę na skrzypcach w wieku ośmiu lat.
Powiedział jej, że każdy muzyk jest winien światu co najmniej jeden nieudany recital.
Chloe grała dalej.
Myślałam, że Arthur jest po prostu cierpliwy.
***
W piekarni Niny zadzwonił dzwonek nad drzwiami, gdy weszłam do środka.
Nina podniosła wzrok znad lukrowanych babeczek.
Potem zobaczyła zeszyt.
Myślałam, że Arthur jest po prostu cierpliwy.
Jej ręka powędrowała do piersi.
„Och, Alan”.
„Urodziny” – powiedziałam.
Jej oczy natychmiast się zaszkliły.
Cleo przychodziła w każdą sobotę w czasie ciąży, opowiadała mi Nina. Kupowała cynamonowe bułeczki i siedziała przy oknie z ręką na brzuchu, opowiadając o imionach, które kochała, i tych, które ja zawetowałam.
Cleo przychodziła w każdą sobotę w czasie ciąży.
„Pewnego ranka powiedziała” – opowiadała Nina – „«Jeśli jedne urodziny wydają się mniejsze niż powinny, nie pozwól na to»”.
Wytarła ręce w fartuch.
„Więc co roku dbałam o to, żeby były trzy kwiatki z lukru”.
„Myślałam, że właśnie sobie przypomniałaś”.
„Pamiętałam”. Uśmiechnęła się przez łzy. „Taką miała obietnicę”.
„Myślałam, że właśnie sobie przypomniałaś”.
***
Warsztat Samuela był ostatnim przystankiem.