Strażak zdjął własną maskę w środku zadymionego budynku i podał ją dziecku, które zaczynało się dusić.
To była ta sekunda, w której nie ma czasu na narady, procedury ani wielkie słowa.
Dziecko łapało powietrze ustami.
Babcia stała obok, osłabiona i przerażona.
Drugie dziecko płakało w dymie.
A mł. ogn. Łukasz Gryciak wiedział, że maska, którą ma na twarzy, nie jest zwykłym elementem wyposażenia. W takim miejscu to granica między oddychaniem a utratą przytomności. Między działaniem a upadkiem na klatce schodowej. Między powrotem do domu a sytuacją, w której to jego koledzy będą musieli ratować także jego.
Mimo to zdjął maskę.
I dał ją dziecku.
14 stycznia 2022 roku w Dębnie doszło do pożaru w budynku mieszkalnym. Był styczeń, zimne popołudnie, zwyczajny dzień, który dla kilku osób w jednej chwili zamienił się w walkę o życie.
Ogień pojawił się w mieszkaniu, a dym bardzo szybko zaczął wypełniać przestrzeń budynku. W takich sytuacjach to nie tylko płomienie są śmiertelne. Często groźniejszy jest właśnie dym: gęsty, czarny, gorący, toksyczny. Wchodzi w płuca, odbiera orientację, zaciska gardło, sprawia, że kilka metrów korytarza może stać się nie do przejścia.
Ci, którym udało się wydostać na zewnątrz, przekazali strażakom najważniejszą informację:
na górze zostali ludzie.
Babcia i dwoje dzieci.
W takich chwilach akcja ratownicza przestaje być tylko gaszeniem pożaru. Zaczyna się wyścig z czasem. Strażacy wiedzą, że każda minuta w zadymionym mieszkaniu może oznaczać coraz mniej tlenu, coraz więcej trujących gazów i coraz mniejsze szanse na samodzielną ucieczkę.
Do budynku wszedł między innymi mł. ogn. Łukasz Gryciak, strażak związany z posterunkiem PSP w Dębnie, Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Myśliborzu.
Na zewnątrz można było widzieć światła pojazdów, ruch strażaków, napięcie ludzi stojących przed budynkiem.
W środku było inaczej.
Tam dym zabierał widoczność.
Tam każdy krok trzeba było robić ostrożnie.
Tam człowiek nie widzi pełnej sceny, tylko jej fragmenty: poręcz, ścianę, drzwi, światło latarki, sylwetkę kolegi, cień na końcu korytarza.