“Siedem lat minęło, pani Krysiu.”
“Wiem.”
“On siedem lat rósł bez waszego nazwiska.”
“Wiem.”
“A teraz co? Kotlety?”
Spuściłam oczy.
“Mogę pomóc.”
“Mogła pani wtedy.”
Wtedy z korytarza wyszedł Oskar w skarpetach za dużych na jego stopy.
“Ciociu, to ta pani, co naprawia znaczek.”
Beata zamknęła oczy i wzięła torbę.
I tak się zaczęło. Nie stałam się dobrym człowiekiem. Po prostu zaczęłam robić małą rzecz, którą powinnam była zrobić dawno. Nosiłam jedzenie, leki, zeszyty. Raz zapłaciłam za wycieczkę szkolną.
Darek zauważył pieniądze. Potem jedzenie. Potem szkołę.
I dlatego siedzieliśmy teraz w MOPS-ie.
Na biurku leżał niebieski znaczek.
Pracownica socjalna, pani Klaudia, podniosła go ostrożnie, jakby ważył więcej niż plastik.
“Kto to jest Oskar Maj?”
Darek odpowiedział pierwszy.
“Mama zbiera śmieci. Papierki, cudze rzeczy, jakieś dziecięce badziewie. Dlatego tu jestem.”
Popatrzyłam na syna.
“Nie kłam.”
Odwrócił się do mnie powoli.
“Mamo.”
“On ma na imię Oskar Maj.”
Darek zacisnął usta.
“Powiedziałem, nie zaczynaj.”
Pani Klaudia spojrzała na znaczek, potem na niego.
“Zna pan to dziecko?”
Darek uśmiechnął się krótko.
“To stara sprawa rodzinna. Nie ma związku ze stanem mamy.”
“Ma”, powiedziałam.
Nachylił się przez biurko.
“Chcesz rozwalić mój dom przez chłopaka, którego sama ledwo znasz?”
“Wiem, że je chleb bez masła.”
“Ma ciotkę.”
“Ciotce siadają nerki.”
“Mamo, ja mam żonę. Córkę. Normalną rodzinę. Nie tę, którą ty nosisz w folii po szkołach.”
Pani Klaudia uniosła oczy.
Milczałam chwilę, bo niektóre zdania trzeba najpierw przeżyć w środku.
“Normalną rodzinę”, powtórzyłam. “A on kim jest?”
Darek uderzył dłonią w biurko. Znaczek podskoczył.
“Nikt nie udowodnił, że jest mój.”
“Bo nie chciałeś tego udowodnić.”
“Jego matka nie żyje.”
“I dziecko od razu zrobiło się cudze?”
Uśmiechnął się tak, jak kiedyś uśmiechał się do Natalii, kiedy chciał ją uciszyć.
“Jesteś starą samotną kobietą. Znudziło ci się, więc wymyśliłaś sobie winę.”
Wtedy drzwi do pokoju otworzyły się bez pukania.
W progu stała Beata. Blada, w płaszczu narzuconym na domowy sweter. Obok niej Oskar, z plecakiem na jednym ramieniu i spierzchniętymi ustami.
“Przepraszam”, powiedziała Beata. “Powiedziano mi, że tutaj robi się z pani Krystyny wariatkę, bo karmi mojego siostrzeńca.”
Darek gwałtownie wstał.
“To już jest chore.”
Oskar patrzył nie na mnie.