Młodszy mężczyzna lekko uniósł głowę.
Drugi uśmiechnął się szyderczo.
„Myślisz, że zorganizujemy spotkanie w dniu egzekucji?”
„Ma na imię Salomé.
Ma osiem lat.
„Nie widziałem jej od trzech lat” – powiedział Julien.
„Tylko o to proszę”.
Starszy strażnik miał już zamknąć bramę, gdy młodszy mężczyzna się powstrzymał.
„Przekażę dalej”.
Prośba rozeszła się lotem błyskawicy, z ust do ust, aż dotarła do gabinetu dyrektora.
Pułkownik Bernard nie znosił ani sentymentalnych gestów, ani odstępstw od regulaminu.
W wieku sześćdziesięciu lat wciąż nosił swoją dyscyplinę, tak jak inni noszą blizny.
Trzydzieści lat służby nauczyło go nie ufać niemal wszystkiemu: łzom, wyrzutom sumienia w ostatniej chwili, nagłym nawróceniom, ludziom, którzy przysięgali, że zostali zdradzeni za późno.
Ale sprawa Juliena Morela zawsze pozostawiała w nim niepokój.
Morderstwo miało miejsce pięć lat wcześniej.
Mathieu Vasseur, właściciel małego składu ciężarówek na obrzeżach miasta, został znaleziony martwy. w swoim biurze, pobity, a następnie dźgnięty nożem użytkowym ze skrzynki narzędziowej Juliena.
Pomarańczową kurtkę roboczą poplamioną krwią, zidentyfikowaną jako należącą do Juliena, znaleziono w śmietniku za składem.
Sąsiad twierdził, że widział go wychodzącego tamtej nocy.
Poprzedniego dnia wszyscy słyszeli kłótnię między dwoma mężczyznami o niezapłacone godziny pracy i upokarzające zwolnienie.
Dla przysięgłych historia wydawała się prosta.