Zbyt prosta, pomyślał Bernard po raz setny, otwierając ponownie akta.
Julien wielokrotnie powtarzał, że po powrocie z dyżuru poszedł prosto do domu.
Jednak jego żona, Marianne, zeznawała przeciwko niemu, twierdząc, że wrócił późno, zdenerwowany, spocony, a potem znowu wyszedł z domu.
To zeznanie miało ogromną wagę.
Bernard wciąż pamiętał transkrypt.
Pamiętał również notatkę nabazgraną przez urzędnika: „Świadek bardzo zdenerwowany, odpowiada”.
Widoczny nacisk.
Przez chwilę stał nieruchomo, opierając dłoń na tekturowej teczce.
Potem nacisnął domofon.
„Wprowadź dziecko”.
Trzy godziny później przez pierwszą bramę więzienia przejechał samochód pomocy społecznej.
Pracowniczka socjalna, Nadia Perrin, wysiadła ze szczupłą blondynką o twarzy zbyt poważnej jak na swój wiek.
Trzymała przy piersi mały niebieski plecak, jakby mieścił w sobie wszystko, co posiadała na świecie.
Kiedy szli korytarzami, nie płakała.
O nic nie prosiła.
Więźniowie, którzy widzieli ją za zakratowanymi drzwiami, przestali rozmawiać.
Nawet ci najgłośniejsi wyczuwali, że dzieje się coś niezwykłego.
Kiedy Salomé weszła do pokoju widzeń, Julien podniósł wzrok i czas zdawał się stać w miejscu.
Przez chwilę nie widział już więzienia, metalowego stołu ani kajdanek.
Zobaczył tylko małą dziewczynkę z kościami policzkowymi Marianne, ogromnymi oczami i drżącymi ustami, których nie mogła poruszyć.
Wyszeptał jej imię, jakby recytował zapomnianą modlitwę.
„Salomé…”
Dziewczynka powoli ruszyła naprzód, okrążyła krzesło, a potem rzuciła się na niego, a jej więzy pękły w ostatniej chwili.
Julien złapał ją związanymi nadgarstkami, otulił ją najlepiej, jak potrafił, i przez całą minutę żadne z nich się nie odzywało.
Strażnicy unikali patrzenia na siebie.
Nadia Perrin, która pozostała z tyłu, dyskretnie otarła oczy, nie wydając żadnego dźwięku.
Wtedy Salomé stanęła na palcach i przysunęła usta do ucha ojca.
„Zanim umarła, mama powiedziała mi, że to nie byłeś ty” – wyszeptała.
„To wujek Luc zabił pana Vasseura.
Dowód jest w sercu Capucine, kochanie.
Powiedziała mi, żebym ci nie mówił, chyba że naprawdę zamierzają cię zabić”.
Julien zamarł tak gwałtownie, że młody strażnik myślał, że zemdleje.
Jego łzy zmieniły charakter.
Nie były już rezygnacją człowieka na skraju rozpaczy.