Julien zamknął oczy.
Nie krzyknął.
Nie upadł.
Po prostu spuścił głowę i splótł dłonie przed twarzą, jakby jego ciało wciąż próbowało się nauczyć, że ma prawo oddychać.
Po kilku sekundach zapytał drżącym głosem:
„Czy Salomé nic się nie stało?”
„Tak”.
„Uratowała ci życie”.
„Nie” – odpowiedział Julien po chwili milczenia.
„To jej matka uratowała ją przed strachem”.
„A mnie właśnie uratowała”.
Rozprawa w trybie pilnym odbyła się czterdzieści osiem godzin później w skromnym pokoju w budynku sądu.
Dziennikarze już się tłoczyli.
Na zewnątrz.
W środku prokurator Fournier osobiście wnioskowała o natychmiastowe umorzenie postępowania egzekucyjnego, zwolnienie Juliena Morela pod tymczasowym nadzorem sądowym oraz pełne wznowienie śledztwa w sprawie umyślnego zabójstwa, manipulowania świadkami, korupcji i krzywoprzysięstwa.
Sędzia przewodniczący odczytał główne dokumenty, zapoznał się z fragmentami nagrań wideo i zapoznał się z nowymi raportami.
Głos lekko mu drżał, gdy wypowiadał słowa, których Julien już nie chciał usłyszeć:
„Wyrok pana Juliena Morela zostaje zawieszony.
Zarządza się jego natychmiastowe zwolnienie”.
Kiedy w końcu zdjęto mu kajdanki, Julien wpatrywał się w swoje nagie nadgarstki, jakby należały do kogoś innego.
Sam Bernard odprowadził go do korytarza wyjściowego.
Na końcu Salomé czekała, siedząc na ogromnym krześle, z lalką kapucynki przyciśniętą do brzucha.
Widząc go nadchodzącego bez kajdanek, zerwała się na równe nogi.
Julien upadł na kolana, zanim jeszcze doszedł do linii wyznaczonej na ziemi.
Na początku ich uścisk był bezgłośny, a potem przerywany szlochem powstrzymywanym tak długo, że wydawał się pochodzić z innej epoki.
Nadia Perrin odwróciła wzrok.
Bernard pozostał wyprostowany, z rękami założonymi za plecy, ale jego oczy mimowolnie zwilgotniały.
Luc Delaunay wytrzymał jeszcze trzy dni, zanim się przyznał.
Śledczy zrekonstruowali jego dług, defraudację, spotkania z Mathieu Vasseurem, gwałtowność ich kłótni oraz okazję, jaką stworzyły kurtka i nóż pozostawione w szatni Juliena.
Luc opowiadał, że nigdy nie miał zamiaru zabić.
Chciał tylko nastraszyć wierzyciela.
Ale Mathieu go wyśmiał, groził donosem, a panika przerodziła się w morderstwo.