„Evan” – wyszeptałam, ledwo poruszając ustami. Dłoń mojego syna była już w mojej, jego palce drżały, zaciskały się. Był obudzony i tylko to się liczyło.
Powoli, z bólem, otworzyłam oczy na trzepnięcie. Zegar mikrofalowy świecił w ciemności – 20:42. Godzina wydawała się nieistotna, ale na chwilę przywróciła mnie do rzeczywistości. Ręce mi się trzęsły, gdy sięgałam do kieszeni, desperacko szukając telefonu. Musiałam wezwać pomoc.
Ekran migotał. Brak zasięgu.
Oczywiście, Julian żartował o słabym zasięgu w salonie, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że stanie się on barierą między życiem a śmiercią. Sygnał migotał słabymi seriami, gdy sunęłam po podłodze, centymetr po centymetrze. Evan czołgał się za mną, drżący i milczący. Zanim dotarliśmy do korytarza, miałam tylko jedną, kruchą kreskę zasięgu.
Wybrałam 911. Połączenie się nie udało. Serce zaczęło mi walić mocniej. Spróbowałam ponownie. Kolejna porażka.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od nieznanego numeru.
„Sprawdź w koszu. Znajdziesz dowód. Wraca.”
Zamarłam. Skąd ktokolwiek mógł to wiedzieć?
Zanim zdążyłam przetworzyć wiadomość, na dole rozległy się kroki. Drzwi wejściowe zaskrzypiały i otworzyły się. Z korytarza dobiegły dwa głosy. Jeden należał do Juliana.
„Mówiłeś, że wyjdą”.
„Wychodzą” – odpowiedział, a jego ton głosu zdradzał kłamstwo.
Zaparło mi dech w piersiach. Ogarnęła mnie panika. Przytuliłam Evana do siebie i pociągnęłam go do łazienki, zamykając drzwi na klucz. Głos dyspozytora był spokojny po drugiej stronie słuchawki. „Policjanci są na zewnątrz. Proszę zostać w łazience, dopóki nie ogłoszą, że jest bezpiecznie”.
Minęło kilka kolejnych minut.
W bolesnej ciszy.
Potem rozległo się łomotanie.
„Policja. Otwórz drzwi.”
Drzwi znów zadudniły, tym razem głośniej. Serce waliło mi jak młotem, ostry rytm w piersi, odgłosy policji przy drzwiach wejściowych mieszały się z łomotem w głowie. Przycisnęłam plecy do drzwi łazienki, wciąż ściskając dłoń Evana, próbując uspokoić jego drżące ciało. Oddychał urywany, źrenice miał rozszerzone, a skóra zimna w dotyku.
„Mamo” – wyszeptał ledwo słyszalnym głosem. „Czy wszystko będzie dobrze?”
Nie wiedziałam, jak mu odpowiedzieć. Co mogłam powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Że Julian nie planował nas zabić, choć było jasne, że to zrobił? Że jakoś ten koszmar skończy się tym, że wyjdziemy z tego bez szwanku?