Na dnie torby podróżnej leżał stos fałszywych dowodów tożsamości – legitymacji na różne nazwiska, niektóre ze zdjęciem Juliana. Ukrywał się na widoku, używając innych tożsamości, by ukryć swoje poczynania. Serce waliło mi jak młotem, gdy podnosiłem legitymacje, a ciężar ich znaczenia przytłaczał mnie.
Następnie wyciągnąłem kilka telefonów na kartę, z popękanymi i starymi ekranami, jakby były używane od…
albo tylko jeden cel: tajna komunikacja. Moje ręce drżały, gdy odkładałam je obok prac naukowych. Ale zamarłam dopiero, gdy znalazłam gruby notatnik.
Był pełen dat i obliczeń – Julian wszystko zapisywał. Nasze codzienne czynności, nasze ruchy, kiedy jedliśmy, kiedy spaliśmy, kiedy Evan czuł się źle i prawie nie tknął jedzenia. Notatnik był zapisem wszystkiego, co zaobserwował przez lata. I nie chodziło tylko o nasze codzienne życie.
„Każdy wpis, każdy szczegół” – wyszeptałam ochrypłym głosem. „Planował to od tak dawna”.
Harper skinęła głową, jej oczy pociemniały od ciężaru odkrycia. „Musiał wiedzieć. Nie mógł po prostu zaryzykować. Śledził wszystko, żeby upewnić się, że jego plan zadziała idealnie”.
Poczułam, jak zapiera mi dech w piersiach. Ostatnia strona notatnika była inna. Atrament był ciemniejszy, niemal chaotyczny w swoich bazgrołach. To było odliczanie.
„Dzień 1: Rozpocznij przygotowania. Znajdź odpowiednią truciznę. Sprawdź.”
„Dzień 2: Ustal dywersję z pracą. Sprawdź.”
„Dzień 3: Przetestuj reakcje, rozpocznij powolne zatrucie. Sprawdź.”
„Dzień 4: Ostateczna dawka, poczekaj na zapaść. Sprawdź.”
Ostatni wpis był najbardziej przerażający. Brzmiał: „Dzień 5: Wykonaj ostatnią fazę. Spraw, żeby wyglądało to na wypadek. Zadzwoń po pogotowie, gdy będą martwi.”
Łzy piekły mnie w oczach, ale je powstrzymałam. Ten mężczyzna – ten mężczyzna, którego kochałam – planował nas zabić. To nie była chwila gniewu. To była powolna, celowa realizacja chorej wizji, przez cały czas udając kochającego męża i ojca.
Spojrzałam na zdjęcie zakopane na dnie torby. Było to zdjęcie Evana i mnie, zrobione przez okno w salonie. Uświadomienie sobie tego uderzyło mnie jak cios w żołądek. Julian nas obserwował. Obserwował nas od dawna.