Evan, który milczał upiornie od czasu, gdy opuściliśmy szpital, poruszył się obok mnie. Jego mała dłoń mocno ścisnęła moją, a ja poczułam gulę w gardle, gdy na niego spojrzałam. To nie był świat, którego powinno doświadczać żadne dziecko.
„Damy sobie z tym radę, kochanie” – powiedziałam cicho, starając się mówić spokojnie. „Obiecuję ci, że teraz jesteśmy bezpieczni”.
Skinął głową, ale jego oczy były szeroko otwarte ze strachu, a cienie wszystkiego, co się wydarzyło, wciąż czaiły się w jego spojrzeniu. Chciałam go chronić, osłonić przed tym wszystkim, ale teraz nie mogłam uciec od prawdy. Julian nas skrzywdził – otruł – i nie mogłam nic zrobić, żeby naprawić szkody.
Funkcjonariusze zaprowadzili nas do magazynu, gdzie czekała już detektyw Harper. Skinęła głową do policjanta obok siebie, a on otworzył drzwi do małego pomieszczenia wypełnionego półkami pełnymi pudeł i różnych przedmiotów, ale niczego, co na pierwszy rzut oka wydawałoby się niezwykłe. Poczułam ucisk w żołądku, a gdy weszłam do środka, poczułam ucisk w piersi. W powietrzu unosił się chłód, który sprawiał, że wszystko wydawało się zimniejsze, niż powinno.
Harper nie traciła czasu. „Tu zaczyna być ciekawie” – powiedziała spokojnym, ale pełnym ciężaru głosem, którego nie mogłam zignorować. „Przeglądaliśmy rzeczy Juliana i jest tu coś, co łączy to wszystko – coś, co musisz zobaczyć”.
Gestem wskazała kąt pokoju, gdzie leżały dwie duże torby podróżne, częściowo otwarte. Jedna była pusta, druga wypełniona materiałami, które przyprawiały mnie o dreszcze. To było tak, jakby każdy krok planu Juliana był skrupulatnie udokumentowany.
Podeszłam bliżej, skanując wzrokiem zawartość. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, był stos prac naukowych. Na wierzchniej stronie widniały słowa „Trucizny” i „Toksykologia”, i poczułam, jak ściska mnie w żołądku. Były tam dziesiątki stron – notatki o związkach chemicznych, ich działaniu, o tym, jak można je wykorzystać do wyrządzenia krzywdy bez wykrycia. Julian przeprowadził swoje badania. Był przygotowany.
Przewracałam strony, a świadomość napływała do mnie z każdą nową notatką. To nie był spontaniczny akt przemocy; to było planowane od lat. Julian studiował, jak nas zabić. To było metodyczne.