Tiago przełknął ślinę.
— Już mi nie boli.
Te słowa złamały Eduardo bardziej niż wszystko inne.
Mężczyzna rozpłakał się pierwszy raz od śmierci żony.
— Przepraszam.
Tiago patrzył na niego zaskoczony.
— Za co?
— Za to, że ci nie uwierzyłem.
Chłopiec milczał chwilę.
— Myślałem, że już mnie nie kochasz.
Eduardo poczuł, jak serce rozrywa mu się na pół.
Przycisnął syna do siebie najmocniej, jak potrafił.
— Nigdy więcej nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.
Przy drzwiach Janaína ukradkiem otarła łzy.
Kilka tygodni później Tiago wrócił do domu.
Powoli odzyskiwał siły.
Znów jadł.
Znów się śmiał.
A pewnego wieczoru zszedł do kuchni i sam przygotował sobie kubek gorącej czekolady.
Eduardo zamarł na ten widok.
Tiago spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.
— Już się nie boję.
I wtedy Eduardo zrozumiał coś, czego żadne pieniądze nie mogły kupić:
Najbardziej niebezpieczne potwory nie zawsze ukrywają się w ciemności.
Czasem siedzą z tobą przy stole… i uśmiechają się, kiedy podają dziecku kubek czekolady.