Leżał skulony na szpitalnym łóżku w prywatnej klinice w São Paulo, z rękami przyciśniętymi do brzucha, jakby próbował powstrzymać coś, co naprawdę poruszało się pod jego skórą. Monitory pikały spokojnie, ale jego ciało drżało bez przerwy.
Eduardo siedział obok syna z twarzą ukrytą w dłoniach.
Po raz pierwszy od miesięcy nie myślał o kontraktach, inwestorach ani spotkaniach.
Myślał tylko o jednym:
A jeśli Tiago mówił prawdę?
Janaína siedziała cicho przy drzwiach. Wciąż miała na sobie prosty mundurek niani, ale w jej oczach było coś silniejszego niż strach.
Determinacja.
Marina nie została w szpitalu.
Po oskarżeniu Janaíny rozpłakała się teatralnie, powiedziała Eduardo, że czuje się upokorzona i zamknęła się w sypialni. Ale zanim wyjechała z rezydencji, spojrzała na nianię z chłodem, który sprawił, że dziewczyna zadrżała.
To nie było spojrzenie niewinnej kobiety.
To było ostrzeżenie.
Lekarz wszedł do sali z wynikami nowych badań.
— Panie Monteiro… znaleźliśmy coś dziwnego.
Eduardo podniósł głowę natychmiast.
— Co takiego?
Lekarz położył dokumenty na stole.
— W organizmie pańskiego syna wykryto ślady substancji stosowanej w małych dawkach jako środek przeciwpasożytniczy dla zwierząt.
Janaína pobladła.
Tiago zaczął płakać.
— Mówiłem ci, tato… mówiłem…
Eduardo poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
— To… to niemożliwe.
Lekarz spojrzał mu prosto w oczy.