— Przy regularnym podawaniu ta substancja powoduje silne bóle brzucha, halucynacje, utratę masy ciała i zaburzenia neurologiczne. U dziecka może wywołać przekonanie, że coś żyje wewnątrz niego.
Eduardo przypomniał sobie wszystkie noce, kiedy Tiago błagał o pomoc.
Wszystkie razy, kiedy nazywał go histerykiem.
Wszystkie chwile, kiedy wierzył Marinie bardziej niż własnemu synowi.
Poczuł mdłości.
— Czy on będzie żył?
— Tak — odpowiedział lekarz. — Ale gdyby to trwało dłużej, skutki mogłyby być nieodwracalne.
W pokoju zapadła cisza.
Potem Eduardo wstał gwałtownie.
— Gdzie jest moja żona?
Wrócił do rezydencji o świcie.
Dom był cichy, ale nie spokojny.
To była cisza po katastrofie.
Marina siedziała w salonie w idealnie białym szlafroku, pijąc kawę, jakby nic się nie wydarzyło.
— Jak Tiago? — zapytała miękko.
Eduardo rzucił wyniki badań na stolik.
— Co mu dawałaś?
Przez sekundę jej twarz pozostała nieruchoma.
Potem westchnęła.
— Więc jednak mnie oskarżysz.
— Lekarze znaleźli truciznę w jego organizmie!
— To nie trucizna.
— Zamknij się!
Krzyk odbił się echem po całym domu.
Marina powoli odstawiła filiżankę.
— Chciałam tylko, żeby się uspokoił.
Eduardo zamarł.
— Co?
— Nie rozumiesz, jak bardzo był problematyczny. Ciągle płakał. Ciągle mówił o matce. Ciągle patrzył na mnie tak, jakbym była intruzem.
— Jest dzieckiem!
— A ja chciałam mieć normalną rodzinę!
Eduardo patrzył na nią z przerażeniem.
Po raz pierwszy widział prawdziwą Marinę.
Bez łez.
Bez delikatnego głosu.
Bez maski.
— Dodawałaś mu to do czekolady?
— Tylko kilka kropli.
— Kilka kropli?!
Marina wstała.
— Wszystko robiłam dla nas! Ty nigdy nie miałeś dla niego czasu. Ja musiałam sobie z nim radzić!
— Ty go trułaś!
— Nie chciałam go zabić!