W korytarzu stały walizki. Cztery duże walizki. Plus kilka toreb i paczek. Rzeczy ewidentnie należały do różnych osób.
Natalia położyła torby z zakupami na podłodze. Jej serce zaczęło bić szybciej. Co się dzieje?
Z salonu dobiegały głosy. Kilka osób rozmawiało i śmiało się.
Natalia przeszła korytarzem i zajrzała do salonu. Roman i Elena siedzieli na sofie. Starsze małżeństwo, Ludmiła Siergiejewna i Wiktor Pawłowicz, rodzice męża, siedzieli w fotelach. Na stoliku kawowym stały filiżanki z herbatą i ciasteczka.
Wszyscy czterej odwrócili się w stronę drzwi i zobaczyli Natalię.
„O, Natasza jest tutaj!” – zawołała Ludmiła Siergiejewna. „Wejdźcie, wejdźcie! Pijemy tu herbatę”.
Natalia stała w drzwiach, nie wierząc własnym oczom. Rodzice Romana. Jego siostra. Walizki na korytarzu. Wyglądało na to, że goście planowali zostać na dłużej.
„Roman” – zawołała cicho Natalia. „Wyjdź tutaj”.
Mąż wstał z sofy, jego twarz była napięta.
„W tej chwili” – powiedział Roman do swoich krewnych i wyszedł na korytarz.
Natalia zamknęła drzwi salonu i odwróciła się do męża. Ręce trzęsły jej się z wściekłości.
„Co to jest?” – zapytała żona, wskazując na walizki i starając się mówić cicho. „Co ci wszyscy ludzie robią w moim mieszkaniu?”
„Natasza, to się po prostu stało” – Roman odwrócił wzrok. „Moi rodzice przyjechali niespodziewanie. Elena była z nimi. Nie mogłem im odmówić”.
„Nie mogłeś mnie nie wpuścić?” Natalia poczuła, jak wrze jej wnętrzności. „Roman, rozmawialiśmy o tym już dwa razy! Mówiłam ci wyraźnie – w mieszkaniu nikogo nie ma!”
— Ale to moi rodzice! Nie możemy ich zostawić na ulicy!
— Gdzie oni mieszkają? W innym mieście? Nie mogą wrócić do domu?
– No cóż… przyjechali na kilka dni. W odwiedziny.
„Zostać tu?!”. Głos Natalii podniósł się do krzyku. „Zostać tu w moim mieszkaniu przez kilka dni bez mojej zgody?!”.
– Cicho, bo usłyszą!
„Niech usłyszą! Nie obchodzi mnie to!” Natalia zrobiła krok w stronę męża. „Mówiłam ci już dwa razy – NIE! Żadnych obcych w moim domu! A ty przyprowadziłeś ich całą masę!”
— Oni nie są obcy! To moja rodzina!
„Są mi obcy!” Natalia poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale je powstrzymała. „A co oznaczają te walizki? Jak długo planowana jest wizyta?”
Roman zawahał się.
– No… tydzień. Może trochę więcej.
„Tydzień?!” Natalia zaśmiała się histerycznie. „Wpuściłeś do mojego mieszkania trzy osoby na tydzień bez pytania?!”.
– Natasza, proszę zrozum, nie mogłam odmówić rodzicom!
— Nie mogłem odmówić! Ale mogłem oszukać samego siebie! Mogłem naruszyć swoje granice!
— Nie kłamałem! Po prostu… tak się stało.
„Tak to się stało!” Natalia wskazała palcem na salon. „To moje mieszkanie, a nie twój rodzinny akademik!”
– Proszę nie krzyczeć!
„Będę krzyczeć!” Natalia poczuła, że traci panowanie nad sobą. „Złamałeś wszystkie umowy! Wpuściłeś ludzi do mojego domu bez pozwolenia!”
Drzwi do salonu lekko się uchyliły. Wychyliła się głowa Ludmiły Siergiejewny.
— Dzieci, co się z wami dzieje? Wszystko w porządku?
„Wszystko w porządku, mamo” – Roman uśmiechnął się nerwowo. „Zaraz będziemy na miejscu”.
Teściowa spojrzała na Natalię badawczo i zamknęła drzwi.
Natalia wzięła głęboki oddech i wypuściła powietrze. Musiała się uspokoić. Ogarnąć się.
„Roman, pytam cię po raz ostatni. Czy rozumiesz, co zrobiłeś?”
— Pozwoliłem rodzicom przyjść. Co w tym złego?
— Bez mojej zgody. W moim mieszkaniu. Przez tydzień.
– Natasza, to dobrzy ludzie! Nie będą się wtrącać! Obiecuję!
„Nie będą się wtrącać?! Roman, żartujesz sobie?! Trzech dorosłych w trzypokojowym mieszkaniu! To ogromna ingerencja w moje życie!”
– Proszę o chwilę cierpliwości. Tylko tydzień.
„Nie muszę się na to godzić! To moje mieszkanie! Nie wyraziłam zgody na gości!”
Roman westchnął i potarł grzbiet nosa.
– Słuchaj, Natasza. To moja rodzina. Moi rodzice. Moja siostra. Nie mogę ich wyrzucić.
— Nie możesz? Dobrze. To wyjdź z nimi. Wszyscy razem. Natychmiast.
– Co?! Mówisz poważnie?!
— Oczywiście. Moje mieszkanie, moje zasady. Nie zgodziłam się na gości. Jeśli chcesz być z rodziną, proszę bardzo. Ale nie tutaj.
– Natasza, nie możesz mnie wyrzucić! Mieszkam tu! Jestem twoim mężem!
— Mąż, który nie szanuje moich granic. Który zdradza. Który sprowadza ludzi do domu bez pozwolenia.
– Nie kłamałem!
— Skłamałeś! Doskonale wiedziałeś, że jestem przeciwny gościom. Ale i tak ich przyprowadziłeś. Postawiłeś ich przed faktem dokonanym. To się nazywa manipulacja i oszustwo.
Roman zarumienił się i zacisnął pięści.
— Wiesz co? Musisz zaakceptować moją rodzinę! Jesteś moją żoną!
„Nie muszę!” krzyknęła Natalia. „Nikomu nic nie jestem winna! To moje mieszkanie! Zgodnie z dokumentami! Zgodnie z prawem!”
“Idź do diabła ze swoim mieszkaniem!” Roman odwrócił się i szarpnął drzwi do salonu.
Ludmiła Siergiejewna, Wiktor Pawłowicz i Elena siedzieli na swoich miejscach. Ich twarze wskazywały, że słyszeli całą rozmowę.
„Mamo, tato, Lena” – Roman wszedł do salonu. „Wszystko w porządku. Natasza jest po prostu zmęczona pracą. Jest zdenerwowana”.
„Nie denerwuję się” – kontynuowała Natalia. „Oceniam sytuację trzeźwo. Masz trzydzieści minut na spakowanie rzeczy i opuszczenie mieszkania”.
Ludmiła Siergiejewna westchnęła i chwyciła się za serce.
— Co?! Wyrzucasz nas?!
— Wyrzucam cię. Bo jesteś tu bez mojej zgody.
„Ale Roman nas zaprosił!” wtrąciła Elena. „To też jego dom!”
„Nie” – odpowiedziała spokojnie Natalia. „To mój dom. Mieszkanie jest zarejestrowane na moje nazwisko. Odziedziczyłam je po babci. Roman mieszka tu, bo mu na to pozwoliłam. Ale nie wolno mu przyjmować gości bez mojej zgody”.
„Co za bezczelność!” – oburzył się Wiktor Pawłowicz. „Jesteśmy rodzicami! Rodzice mają prawo odwiedzać syna!”
— Owszem. Ale za zgodą właścicieli mieszkania. A ja im na to nie dałem pozwolenia.
„Natasza, przestań!” Roman złapał żonę za rękę. „Nie możesz tego zrobić!”
Natalia cofnęła rękę.
— Mogę. I zrobię to. Trzydzieści minut. Przygotuj się.
„A co jeśli nie wyjedziemy?” – zapytała Ludmiła Siergiejewna z wyzwaniem.
Zadzwonię na policję. Wyjaśnię, że ktoś włamał się do mojego mieszkania bez pozwolenia. Myślę, że policja to wyjaśni.
„Zwariowałeś!” krzyknął Roman. „Zwariowałeś!”