Niezbyt wystawnie.
W sam raz.
Żółta sukienka dla dziecka.
Halwa.
Balony.
Jedna świeca.
Aaliya zaoszczędziła pieniądze z drobnych prac kuchennych i kupiła córce srebrne bransoletki na kostki. Tanie, ale kiedy Anaya kopała nogami, wydawały najsłodszy dźwięk.
Uszyłam pulao warzywne, paneer, kheer i małe pudełeczka słodyczy przewiązane różową wstążką.
Tym razem sama zawiązałam każdą wstążkę.
Nie drżącymi rękami.
Spokojnymi rękami.
Przed wyjściem z domu córka zapytała: „Mamo, czy to dla dziecka, które dostało twoje imię?”
„Prawie moje imię” – powiedziałam.
„Czy mogę jej dać moją lalkę?”
Spojrzałem na lalkę w jej rękach. Jej ulubioną. Tę z jednym brakującym okiem i włosami, które stawały dęba, nieważne, jak bardzo je czesaliśmy.
„Uwielbiasz tę lalkę”.
Poważnie skinęła głową.
„Dlatego to dobry prezent”.
Pocałowałem ją w czoło.