„Staram się stać kimś, za kogo mój syn nie będzie musiał przepraszać”.
To zdanie utkwiło mi w pamięci.
Nie dlatego, że cokolwiek wymazało.
Bo brzmiało jak praca.
„Mam nadzieję, że tak” – powiedziałam.
Spojrzała na schronisko, na kobiety zmywające talerze, na śmiejącą się Aaliyę, gdy Anaya próbowała nakarmić lalkę kheerem.
„Czy mogę nadal wysyłać zakupy?”
„Tak” – powiedziałam. „Ale nie z poczucia winy. Poczucie winy się męczy. Odpowiedzialność musi trwać, gdy ludzie przestaną patrzeć”.
Nisha skinęła głową.
„Rozumiem”.
Może tak.
Może jutro.
Może nie.
Ale to już nie było sednem mojej opowieści.