Potem powiedziała: „Błogosławiona”.
Nisha skinęła głową.
Ta odpowiedź nie pozwoliła jej wejść do historii jako ofiary.
Utrzymała ją dokładnie tam, gdzie jej miejsce.
Poza nią.
Po obiedzie Nisha zapytała, czy może pomóc w zmywaniu talerzy.
O mało się nie roześmiałam.
Nie dlatego, że to było śmieszne.
Bo życie ma dziwne poczucie sprawiedliwości.
Ta sama kobieta, która kiedyś martwiła się, że będę pachniała cebulą na jej baby shower, stała przy popękanej umywalce w schronisku dla kobiet, z podwiniętymi rękawami, myjąc stalowe talerze lepkie od khichdi.
Nie robiła tego z gracją.
Użyła za dużo mydła.
Ochlapała wszystko wodą.
Moja teściowa cmoknęła językiem i wzięła od niej jeden talerz.