„Nie tak” – powiedziała. „Trzymaj go dobrze. Obsługa też wymaga techniki”.
Po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęłam.
Trochę.
Nisha to zauważyła.
Nie pomyliła tego z przebaczeniem.
To było mądre z jej strony.
Mijały miesiące.
Moje czwartki stały się częścią rytmu schroniska. Czasami gotowałam. Czasami tylko dowoziłam zapasy. Czasami Sameer chodził beze mnie, bo córka miała gorączkę, bolały mnie plecy albo butla z gazem skończyła się w najgorszym możliwym momencie.
Aaliya zaczęła pomagać w kuchni w Domu Maitri.
Na początku tylko kroiła warzywa.
Potem nauczyła się parzyć herbatę dla czterdziestu osób, nie przypalając mleka.
Potem zaczęła prowadzić listę rzeczy do spiżarni.
Ryż.
Dal.
Oliwa z oliwek.
Sól.
Mleko w proszku.
Podpaski.