Odwiedziłem rodziców, rozmawiałem z mamą o kwiatach i pozwoliłem Pooji udawać entuzjazm, podczas gdy ja uśmiechałem się spokojnie. Nikt niczego nie podejrzewał. To była najtrudniejsza część… i najbardziej satysfakcjonująca.
Tymczasem plan posuwał się naprzód.
Arjun przejrzał stare wiadomości, nagrania audio i transfery rodzinne, które przechowywałem latami „na wszelki wypadek”. Nigdy nie sądziłem, że będę ich potrzebował. A jednak były: drwiny, groźby podszywające się pod żarty, lata emocjonalnego upokorzenia.
Zrobiłem także coś kluczowego: spotkałem się z Vikramem , mistrzem ceremonii, którego wybrała moja matka.
„ Chcę całkowitej przejrzystości przemówień ” – powiedziałem mu spokojnie. „ Żadnej improwizacji”.
Potem pokazałem mu dowody.
Jej twarz zbladła.
„ Nie miałam pojęcia… Dobrze. Zrobię dokładnie tak, jak mówisz”.
Nadszedł dzień ślubu.
Byłem spokojny… zbyt spokojny, zdaniem Rohita.
— Nigdy nie widziałem cię tak spokojnego — szepnął mi, zanim wszedł do pokoju.
— Bo dziś wszystko wydarzy się tak, jak powinno — odpowiedziałem.
Ceremonia była przepiękna. Kiedy nadszedł czas przemówień, moja mama wstała pierwsza z mikrofonem w ręku i wyćwiczonym uśmiechem.
„ Ananya zawsze była… wyjątkowa ” – zaczęła.
Zanim zdążyła kontynuować, Vikram grzecznie jej przerwał:
„ Przepraszam, Sunita-ji”. Przed przemową panna młoda przygotowała krótki filmik z podziękowaniami.
Zgasło światło.
Na ekranie pojawiły się wiadomości. Nagrania audio. Zrzuty ekranu. Daty. Znajome głosy.
Śmiech Pooji odbił się echem na sali:
„ Zaraz złamię mu lehengę podczas przemówienia”.