Za nim szli jego prawnik, Abril Castañeda, dwaj urzędnicy z Biura Prokuratora Generalnego ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, prokurator i dziennikarka śledcza Lucía Barragán, znana z tego, że zrujnowała kariery polityczne jedną serią reportaży.
Nicolás siedział w ciężarówce, owinięty w nową kurtkę, z oczami utkwionymi w drzwiach.
„Jeśli jest w piwnicy, pomyśli, że go porzuciłem” – wyszeptał.
Mateo pochylił się przed nim.
„Nie porzuciłeś go. Przyszedłeś po pomoc. To też jest ochrona”.
Nicolás wziął głęboki oddech, ale nie wysiadł. Mateo nie chciał go zabierać z powrotem do budynku, dopóki nie weźmie Emiliano w ramiona.
W drzwiach pojawiła się Eugenia Salvatierra, z włosami ściągniętymi do tyłu i twarzą opuchniętą z wściekłości.
„To jest nalot. Ta instytucja ma protokoły”.
„A my…”
„Mamy pilny nakaz kontroli” – powiedział prokurator. „Proszę się odsunąć”.
Eugenia spojrzała na Mateo.
„Nie rozumie pan szkód, jakie pan wyrządza”.
„Tak, rozumiem” – odpowiedział. „Właśnie dlatego przyszedłem”.
Wycieczka rozpoczęła się na parterze. Sypialnie z łóżkami piętrowymi stłoczonymi obok siebie. Łazienki bez drzwi. Spiżarnie na wpół puste pomimo cotygodniowych raportów o zakupach. Gabinet pielęgniarski z przeterminowanymi kartonami i niekompletnymi dokumentami.
Lucía wszystko dokumentowała.
Abril skierowała się prosto do korytarza służbowego.
„Piwnica jest tam”.
Eugenia zbladła.
„Tam jest zamknięty wstęp”.
„Najwyraźniej nie dla dzieci” – powiedział Mateo.
Zeszli wilgotnymi schodami. Zapach się zmienił: tani wybielacz, mokre ubrania, zamknięcie. Na dole, za kilkoma przemysłowymi pralkami, znajdowały się metalowe drzwi bez klamki od wewnątrz.
Agent poprosił o otwarcie.
Eugenia się nie ruszyła.
„Klucz” – rozkazał urzędnik.
„Nie ma tam żadnego dziecka”.
Mateo zrobił krok w jej stronę.
„Gdyby to była prawda, już bym otworzył”.
April wyciągnęła klucz z przezroczystej torebki.
„Były pracownik dał nam go wczoraj wieczorem”.
Drzwi otworzyły się z długim jękiem.
Emiliano siedział w kącie na cienkim materacu. Miał suche usta, kolana podciągnięte do piersi, a dłonie zasłaniały uszy, jakby spodziewał się krzyków, zanim je usłyszy.
Kiedy zobaczył wpadające światło, skulił się.
„Nie będę już więcej pytał o Nico” – powiedział cichym głosem, który rozdarł wszystkim serca. „Obiecuję, że będę się dobrze zachowywał. Ale nie gaś więcej światła”.
Dziennikarka na chwilę przerwała nagrywanie. Prokurator zakryła jej usta. Nawet prawnik Mateo, człowiek suchy jak papier, musiał patrzeć na podłogę.
Mateo wszedł powoli i uklęknął w pewnej odległości.
„Emiliano, to ja, Mateo. Przyjaciel Nicolása”.
Chłopak ledwo uniósł twarz.
„Czy Nico nie żyje?”
„Nie. Jest na zewnątrz. Żyje. Czeka na ciebie”.