„Dobrze” – powiedziała jego matka. „Jak już wyjdzie, przynieś papiery. Rano obudzi się z niczym”.
Daniel westchnął. Nie z poczucia winy. Nie ze strachu. Po prostu z nudów.
„Podpisze wszystko, co jej podamy, jeśli powiemy, że już się zgodziła”.
„Jest sierotą z ładną buzią i funduszem powierniczym” – powiedziała chłodno jego matka. „Dziewczyny takie jak ona są stworzone do kontrolowania”.
Moje palce wbiły się w dywan.
Kontrolowana.