Nie, kochanie.
Byłam cierpliwa.
Pozwoliłam, żeby moje ciało zwiotczało, zanim Daniel mnie znalazł.
Uklęknął przy łóżku, a jego przystojna twarz rozmywała się, gdy trzymałam oczy na wpół przymknięte. Ta sama twarz, która drżała podczas składania przysięgi. Te same usta, które obiecały mnie chronić.
„Biedactwo” – mruknął, muskając mój policzek. „Za dużo szampana”.
Jego matka stała za nim w srebrnym jedwabiu, z założonymi rękami, obserwując mnie jak drogi przedmiot poddawany inspekcji.
„Zrób to teraz” – powiedziała. „Zanim personel zacznie sprzątać”.
Daniel posadził mnie na łóżku. Oddychałam powoli i ciężko, jakbym nie miała już sił. Dwa razy stuknął mnie w twarz.
„Clara? Kochanie?”
Nie ruszyłam się z miejsca.
Jego matka się uśmiechnęła. „Idealnie”.
Położyli papiery na stoliku nocnym. Daniel wsunął mi długopis między palce.
„Tylko kilka podpisów” – wyszeptał ze śmiechem. „Wtedy będziesz mogła spać wiecznie w każdym małym mieszkaniu, na jakie cię stać”.
Wściekłość we mnie płonęła, ale moja ręka pozostała luźna.
Długopis bezskutecznie przeciągał się po papierze. Żadnego podpisu. Tylko niechlujne zadrapanie.
Daniel zaklął.
Jego matka uderzyła w stół. „Trzymaj ją porządnie za rękę”.
„Jest zbyt bezwładna”.
„To sfałszuj”.