Trzydzieści sekund.
Wtedy usiadłam.
Ręce mi się trzęsły, ale umysł miałem lodowaty.
Wyjęłam fiolkę z bukietu, zapieczętowałam ją i wsunęłam do woreczka ratunkowego zaszytego pod sukienką. Potem sięgnęłam po telefon.
Na ekranie zaświeciła się wiadomość od mojego prawnika.
Mamy wszystko. Policja w pogotowiu. Powiadomiony zarząd. Twój telefon.
Spojrzałam na sfałszowane podpisy. Dokumenty ukryte w mojej walizce. Obrączkę na palcu.
Daniel myślał, że poślubił fortunę.
Ożenił się z pułapką.
Odpisałam kciukiem.
Poczekaj do śniadania. Chcę świadków.
Poranek nastał złoty i okrutny.
Weszłam do jadalni, wciąż w sukni ślubnej, bez welonu, z włosami spiętymi do tyłu, z twarzą na tyle bladą, by im się podobać. Daniel stał u szczytu stołu obok swojej matki, otoczony przez krewnych, inwestorów i dwóch członków zarządu Hale Medical.
Uśmiechnął się zbyt promiennie.