Dwie minuty później Chelsea odpowiedziała śmiejącą się emotką.
Usiadłam na zimnych kuchennych płytkach, a oddech zaparł mi dech w piersiach. Nie płakałam. Zamiast tego, ogarnęła mnie przerażająco zimna jasność umysłu. Zrozumiałam, że nie chcą mnie przy stole – chcą tylko, żebym zapłaciła za posiłek.
Rozdział 2: Duch w księdze rachunkowej
„Sereno?”
Cole stał w drzwiach, jego oczy były ciemne od współczucia i wściekłości. Widział powiadomienie na tablecie na blacie. Nie zapytał, czy wszystko w porządku. Wiedział, że nie.
„Zrobili to” – wyszeptałam, a mój głos brzmiał, jakby należał do obcej osoby. „W końcu powiedzieli to na głos”.
„Oni na ciebie nie zasługują” – powiedział Cole, podchodząc i klękając obok mnie. „Oni nie zasługują na ciebie od lat. Ile, Sereno? Ile im dałaś tylko w tym roku?”
Nie chciałam wiedzieć. Latami unikałam matematyki, bo matematyka zrobiłaby ze mnie idiotkę. Ale dziś wieczorem iluzja prysła. Wstałam, podeszłam do laptopa i otworzyłam portal bankowy.
Przez ostatnie pięć lat byłam „funduszem awaryjnym”. Kiedy mój ojciec twierdził, że popełnił „błąd pisarski” w banku, płaciłam opłaty wspólnoty mieszkaniowej. Kiedy moja matka chciała wyremontować łazienkę dla gości, żeby zaimponować swojemu klubowi brydżowemu, „pożyczyłam” jej pieniądze na marmur. Kiedy Chelsea zaczynała karierę w nieruchomościach, opłacałam jej abonamenty premium, bo „dopiero zaczynała”.
Założyłam arkusz kalkulacyjny. To była kronika mojego własnego wykorzystywania.
Depozyt za brunch z okazji Dnia Matki: 1200 USD
Ulepszenia kwiatowe (na prośbę Chelsea): 450 USD