Spojrzałam na przycisk „Anuluj” na stronie The Blue Anchor. Spojrzałam na przycisk „Usuń metodę płatności” na portalu karty kredytowej mojej mamy.
„Dam im dokładnie to, o co prosili” – powiedziałam. „Spokojny poranek”.
Kliknęłam pierwszy przycisk. Potem drugi. Potem trzeci. O 22:45 fundamenty ich idealnego Dnia Matki nie tylko pękły – wręcz zniknęły. A ja jeszcze nie skończyłam.
Rozdział 3: Nocny kryzys
Pierwsze powiadomienie pojawiło się punktualnie o 23:00.
To był automatyczny e-mail z restauracji, w kopii dla grupy. „Rezerwacja anulowana: Serena Hartwell”.
Czat ucichł na dokładnie sześćdziesiąt sekund. Potem tama pękła.
Chelsea: „Yyy, Serena? Właśnie dostałam powiadomienie. Dlaczego odwołałaś brunch? Przesunęłaś godzinę?”
Nie odpowiedziałam.
Denise: „Sereno, kochanie, właśnie dzwonili z restauracji. Powiedzieli, że prywatna sala jest wolna. Napraw to natychmiast. Mam gości”.
Obserwowałam kropki tańczące na dole ekranu. Mój tata pisał.
Russell: „Sereno, zadzwoń do mamy. Denerwuje się. Nieważne, jaki masz napad złości, nie warto psuć jej dnia”.
„Napad złości”. Tak to nazywali, kiedy „Silny” w końcu przestał ich nosić.
O 23:11 nadeszła druga fala. Fotograf wysłał potwierdzenie anulowania.
Chelsea: „FOTOGRAF TEŻ ODWOŁAŁ WIZYTĘ? Sereno, co się z tobą dzieje? Wiesz, jak trudno jest dostać rezerwację na Dzień Matki? Jesteś niesamowicie samolubna”.