Tanya zatrzymała się na tyle długo, by podejść do mnie przy stole z bufetem. Wręczyła mi małą, nieoznakowaną torebkę prezentową. W środku znajdował się ręcznie robiony na szydełku żółty kocyk dla dziecka i mała, odręcznie napisana notatka: Żadne dziecko nie powinno zaczynać życia w kłamstwie. Dziękuję za prawdę.
Garrett wrócił do naszego domu w Wilmington dopiero grubo po północy. Znalazł mnie siedzącą spokojnie przy kuchennej wyspie, z niesławnym segregatorem szczelnie zamkniętym, a na nim pojedynczą, sztywną białą kopertą.
„Meline, popełniłem straszny błąd” – błagał, z pogniecioną koszulką polo i rozczochranymi włosami od przeczesywania jej dłońmi.
„Nie” – poprawiłam go, nie podnosząc wzroku znad filiżanki z ziołową herbatą. Herbata. „Błędem jest zapomnieć o zapłaceniu rachunku za prąd. Zbudowałeś system”.
„Te sprawy z płodnością… niekończące się wizyty u lekarzy, stres… Czułem, że nie mogę oddychać w tym domu!” – krzyknął, próbując klasycznego narcystycznego zwrotu, próbując zrzucić winę na moją chorą biologię.
„Więc powinieneś był mieć odwagę, żeby wyprowadzić się z tego domu, zanim sfinansowałeś budowę kolejnego” – warknęłam, a moja cierpliwość w końcu wyparowała. Przesunęłam białą kopertę po granitowym blacie. „To wizytówka Marianne Sloan. To bezwzględna prawniczka specjalizująca się w prawie rodzinnym. Jesteśmy umówieni jutro o 10:00. Jeśli chcesz zachować choć ułamek tej cywilizowanej atmosfery, zjawisz się”.
Mina mu zrzedła, a resztki arogancji zniknęły. „Już dzwoniłeś do prawnika?”
„Garrett, już wynająłeś pokój dziecięcy”.
Marianne Sloan okazała się prawdziwą rekinką przebraną w dopasowany kremowy żakiet. Natychmiast złożyła dokumenty. Żądanie tymczasowej separacji. Brutalne roszczenie o roztrwonienie majątku małżeńskiego. A ponieważ moje ciśnienie krwi podskoczyło do niebezpiecznie wysokiego poziomu podczas tego incydentu, Marianne wykorzystała przeciwko niemu cenne mieszkanie Garretta w Vineland, aby zapewnić mi wyłączne i niekwestionowane prawo do korzystania z naszego domu w Wilmington.
„Wysoki Sądzie, on już posiada alternatywne, umeblowane mieszkanie” – powiedziała Marianne sędziemu przewodniczącemu tonem ociekającym zawodową pogardą. „Moja klientka jest w ciąży, w grupie wysokiego ryzyka i absolutnie nie powinna zostać wysiedlona tylko dlatego, że jej mąż zdecydował się sfinansować drugi dom”.
Sędzia bez wahania się zgodził. Garrett został prawnie i bezceremonialnie eksmitowany z własnego domu na mocy nakazu sądowego.