“Muszę zmienić zamek.”
“Nie zdążysz dziś dobrego ślusarza złapać” — powiedział pan Damian. “Weź moje zapasowe klucze. Jakby co, uciekasz do mnie. I to.”
Podał mi gaz pieprzowy.
Spojrzałam na niego.
“Pan żartuje?”
“Nie. On wróci.”
“Po co?”
Pan Damian popatrzył na mnie jak na dziecko.
“Po resztę. Tacy zawsze wracają, kiedy zrozumieją, że pierwszym razem nie wyczyścili wszystkiego.”
Pomyślałam wtedy, że przesadza.
Nie przesadzał.
Paweł wrócił dwa dni później.
Stałam w mieszkaniu pani Niny i pakowałam jej rzeczy do szpitala. Szlafrok, kapcie, kubek, chustkę na ramiona. Na stole leżała lista leków, wyniki badań i zdjęcie z restauracji, którego nie umiałam jeszcze wyrzucić.
Drzwi otworzyły się jego kluczem.
Nie zdążyłam wymienić zamka.
Paweł stanął w progu.
Pomarszczona kurtka.
Szare, niewyspane oczy.
Twarz człowieka, który nie przyszedł przepraszać.
Przyszedł sprawdzić, co jeszcze można zabrać.
Wszedł bez słowa, zamknął drzwi nogą i rozejrzał się po mieszkaniu: kredens, komoda, szafka w przedpokoju, szuflada pod telewizorem.
Nie zapytał o matkę.
Nie zapytał, czy żyje.
Nie zapytał, czy odzyskała przytomność.
Pierwsze słowa, jakie powiedział, brzmiały:
“Gdzie reszta?”

Dziękuję wszystkim, którzy doczytali tę historię do tego miejsca.
Część 2
“Gdzie reszta?”
Powiedział to tak, jakby pytał o zakupy zostawione w bagażniku.
Nie o oszczędności własnej matki.
Nie o dokumenty kobiety, która dwa dni wcześniej prawie umarła przez jego krzyk.
Stałam przy stole z koszulą nocną pani Niny w rękach i przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu.
Telefon miałam w kieszeni fartucha.
Nagrywał.
Pan Damian nauczył mnie tego dzień wcześniej.
“Z takim człowiekiem nie zaczyna się od krzyku” — powiedział. “Najpierw pozwalasz mu mówić. Tacy ludzie sami najlepiej się pogrążają.”
Więc pozwoliłam.
“Jaka reszta?” — zapytałam spokojnie.
Paweł aż się skrzywił.
“Nie rób ze mnie idioty. Książeczka, dokumenty, lokaty, akt mieszkania. Matka nie trzymała wszystkiego w kredensie. Gdzie to schowała?”
“Nie byłeś w szpitalu.”
Machnął ręką.
“Nie zaczynaj.”
“Nie zadzwoniłeś.”
“Powiedziałem: nie zaczynaj. Mam teraz ważniejsze sprawy.”
Ważniejsze.
Od matki na kardiologii.
Od zawału.
Od tego, że kobieta przez niego mogła nie dożyć własnych urodzin.
“Dalej Ela stawia warunki?” — zapytałam. “Czy tym razem sama kazała ci szukać dokumentów?”
Paweł zamarł.
To był pierwszy moment, gdy zobaczyłam w jego oczach coś poza złością.
Strach.
Krótki.
Błyskawiczny.
Potem natychmiast zakrył go agresją.
“Stary kapuś ci nagadał?”
“Pan Damian widział więcej, niż chciałbyś, żeby ktokolwiek widział.”
“Ten kaleka z naprzeciwka niech pilnuje własnego wózka.”
Zrobiłam krok do przodu.
“Nie obrażaj człowieka, który bardziej przejął się twoją matką niż ty.”
Paweł parsknął śmiechem.
“Ty naprawdę będziesz mi teraz robić kazanie? Moja matka, moje sprawy.”
“Twoja matka leży w szpitalu.”
“No i żyje, prawda? To o co ten dramat?”
W środku zrobiło mi się lodowato.