Mój ojciec, który harował całe życie.
Mój ojciec, który głodował, żebym ja mógł jeść.
Mój ojciec, który kochał mnie w ten cichy sposób, którego ludzie tacy jak Damien i jego matka nigdy by nie zrozumieli.
„Nie mów tak o moim ojcu” – wyszeptałem.
Głos mi drżał.
Nie ze strachu.
Z resztek godności, jakie mi pozostały.
Pani Vautrin odsunęła krzesło tak gwałtownie, że z głośnym hukiem zaskrzypiało o płytki.
Jej twarz się zmieniła.
Chłodny uśmiech zniknął.
Zastąpiło go coś okrutnego.
„Masz odwagę mi odpowiadać?” – syknęła.
Potem mnie popchnęła.
Z trudem.
Nie miałem szansy się złapać.
Ciągnęło mnie do tyłu, a krawędź granitowego blatu uderzyła mnie w brzuch z tak potworną siłą, że powietrze natychmiast uleciało z moich płuc.
Ból eksplodował w całym moim ciele.
Oślepiający.
Palący.
Nienormalny.
Tak nienormalny.