Julien wstał zbyt szybko.
„Camille? Już jesteś w domu?”
Spojrzała na Lucasa, jego oczy były zaczerwienione, a małe dłonie mocno zaciśnięte.
„Dlaczego płakałeś, kochanie?”
Julien odpowiedział przed nim:
„Chodziło o zabawki. Jesteś zbyt nadopiekuńczy”.
Camille uklękła i przytuliła syna.
„Chodź do mojego pokoju. Zaraz tam będę”.
Élodie podniosła torbę.
„Zostawię was teraz. Odpocznijcie trochę, kochanie”.
Camille patrzyła, jak odchodzi z dzieckiem, które pozwalała jej włóczyć się po domu.
Tego wieczoru Julien jadł spokojnie, żartując nawet z soli w zupie. Potem oznajmił:
„Jutro wyjeżdżam na 10 dni do Bordeaux na wizję lokalną. To ważne dla naszej przyszłości”.
Camille się uśmiechnęła.
„Oczywiście. Spakuję twoją walizkę”.
Tej nocy sprawdziła swój zsynchronizowany kalendarz.
Bez wizji lokalnej.
Zamiast tego, prywatne zaproszenie do posiadłości niedaleko Amiens:
„Zaręczyny Élodie i Juliena — w końcu nasza prawdziwa rodzina”.
Camille wydrukowała zaproszenie, włożyła je do teczki, a następnie patrzyła, jak Lucas śpi oparty o jej poduszkę.
„Niech świętują” — mruknęła. „Tym razem będą mieli wszystkich gości, na których zasługują”.
CZĘŚĆ 2
Rano Julien znalazł w przedpokoju trzy duże walizki.
„Przesadzasz. Jadę tylko na 10 dni”.
To
Camille poprawiła kołnierzyk, tak jak robiła to od 12 lat.
„Reprezentujesz firmę. Nie chcę, żeby ci czegokolwiek brakowało”.
Przyjął uwagę jak król hołd. Pocałował ją w czoło, zignorował Lucasa i opuścił dom firmowym SUV-em.
Gdy tylko brama się zamknęła, Camille zadzwoniła do prawnika, działu IT, zewnętrznego księgowego i ślusarza.
O 9:00 Julien nie miał już dostępu do kont Morel & Fils.
O 10:00 zamki zostały wymienione.
O 11:00 lekarz badał Lucasa, który trzymał w rękach małego zielonego dinozaura.
„Czy tata wróci zły?” zapytał.
Camille oparła czoło o jego.
„Nic nie zrobiłeś”.
Księgowy odkrył podejrzane przelewy na konto firmy Élodie, podróże podszywające się pod podróże służbowe oraz propozycję przeniesienia własności nieruchomości Arras.
Adwokat Renaud powiedział:
„Masz wystarczająco dużo, żeby złożyć skargę. Nie musisz iść na to przyjęcie”.
Camille wpatrywała się w zaproszenie.
„Tak, musisz. Upokorzyli mojego syna w moim własnym domu. Usłyszą prawdę w obecności swojej nowej rodziny”.
CZĘŚĆ 3
W następną sobotę posiadłość w Amiens lśniła jak zwodnicza pocztówka.
Z belek zwisały białe girlandy. Bukiety piwonii otaczały zdjęcia Juliena i Élodie, obejmujących się niczym dwoje nastolatków, którzy przemierzyli świat, żeby być razem. Na stole goście położyli koperty, butelki i prezenty. Przy wejściu wisiał złoty napis:
„Dla tych, którzy w końcu wybrali szczęście”.
Camille stała przez chwilę na zewnątrz, w suchym, zimnym powietrzu późnego popołudnia.
Obok niej Maître Renaud trzymał teczkę z dokumentami. Komornik czekał nieco dalej, spokojny, prawie niewidoczny. Camille nie chciała wulgarnej sceny. Żadnych krzyków przy wejściu, żadnych obelg, żadnej teatralnej zemsty. Po prostu przyniosła to, czego Julien i Élodie najbardziej się obawiali: prawdę, ułożoną w kolejności, opatrzoną datą, wydrukowaną i zachowaną.
Miała na sobie prostą czarną sukienkę, beżowy płaszcz i ten sam zegarek, który dał jej ojciec, kiedy przejęła fabrykę.
Zanim wysiadła z samochodu, pocałowała Lucasa, który został na wieczór u matki.
„Dokąd idziesz?” zapytał.
Camille pogłaskała go po włosach.
„Zamierzam powstrzymać dorosłych przed kłamstwem”.
Skinął głową, zbyt poważnie jak na swój wiek.
„Wrócisz później?”
„Zawsze”.
Ta obietnica towarzyszyła jej, gdy wchodziła do pokoju.
Julien był w centrum uwagi, tak jak zawsze lubił być. W granatowym garniturze, z szerokim uśmiechem i kieliszkiem w ręku, śmiał się z ojcem Élodie, rozmawiając o „jego zespołach”, „jego fabrykach” i „jego planach ekspansji”. Słowa te należały do Camille, do jej ojca, do pracowników fabryki, którzy o szóstej rano wciąż kroili materiał, do kierowców, którzy wyjechali przed świtem, do księgowych, którzy przyjęli opóźnione wypłaty, gdy firmie brakowało gotówki.
Élodie stała obok niego w sukni w kolorze kości słoniowej. Na nadgarstku miała bransoletkę, którą Camille natychmiast rozpoznała: zapłaciła za nią wizytówką Morel & Fils trzy tygodnie wcześniej, w pozycji „prezenty dla klientów”.
Ojciec Élodie uniósł kieliszek.
„Przyjaciele, dziś świętujemy dwoje odważnych ludzi”. Dwoje ludzi, którzy odważyli się porzucić życie, które nie przynosiło im już szczęścia, by zbudować prawdziwą rodzinę.
Camille stanęła na środku sali.
Twarz Juliena zbladła.
„Camille…”
Élodie zbladła, ale spróbowała się uśmiechnąć.
„Nie masz tu nic do roboty”.
Camille rozejrzała się. Rozmowy ucichły jedna po drugiej.
„Przyszłam poznać rodzinę, którą zbudowałeś za moje pieniądze”.
Pomiędzy stolikami rozległ się szmer.
Julien z hukiem odstawił szklankę.
„Wychodzisz natychmiast”.
„Nie”.